Mowa tu chociażby o zmianach klimatycznych i o potężnym problemie, który zawisł nad Polską – smogu. Jedno jest pewne: podnoszenie rabanu i doraźne inicjatywy nie pomogą, jeśli zabraknie rozwiązań systemowych.

Resort zdrowia twierdzi, że jest tego świadom i że podejmowane są odpowiednie kroki. Niezależnie od sympatii politycznych pozostaje nam wierzyć w te słowa, bo jeśli nic nie zrobimy, w kolejnych latach będzie coraz gorzej. Smog rujnuje nie tylko zdrowie Polaków, ale i finanse państwa. Koszty leczenia jego skutków liczone są w miliardach złotych.

Nie chodzi tylko o jednorazowe udzielanie pomocy medycznej. Obserwujemy plagę zachorowań na przewlekłe schorzenia układu krążenia i układu oddechowego. Przerażający jest fakt, że mamy XXI wiek, klonujemy ssaki, rozszczepiamy atomy i latamy w kosmos, a tymczasem z powodu banalnych, wydawać by się mogło, zanieczyszczeń powietrza w Polsce co roku umiera przedwcześnie ponad 40 tys. osób. Na całym świecie zanieczyszczenia są przyczyną kilku procent zgonów spowodowanych chorobami układu krążenia, nowotworów tchawicy, oskrzeli i płuc. W skali globu to potężne liczby.

Ze zjawiskami meteorologicznymi lepiej nie eksperymentować. Wymykają się spod kontroli, a z oszacowaniem ich skutków mają problem najmocniejsze komputery. Zgodnie z efektem motyla, którym zwykło się przedstawiać chaos deterministyczny: wystarczy trzepot skrzydeł, by na końcu globu wywołać tornado.

Wracając do smogu, co możemy zrobić? Może warto zacząć od małych kroków i przesiąść się z auta, którym zazwyczaj do pracy jeździmy w pojedynkę, w tramwaj lub metro? Będzie zdrowiej i taniej.