Podczas wczorajszej debaty sejmowej nad wnioskiem posłów PiS o wotum nieufności dla Jacka Rostowskiego za ministrem finansów murem stanął premier i posłowie koalicji. W nieoficjalnych rozmowach część polityków PO przyznaje jednak, że o losie szefa resortu finansów tak naprawdę zdecyduje to, czy nie popełni błędów przy nowelizacji tegorocznego i przygotowywaniu przyszłorocznego budżetu.
– Bo jeśli się przy tym poślizgnie, może to być dla niego zabójcze – mówi polityk PO.
Jak zgodnie podkreślają politycy koalicji, na razie pozycja Rostowskiego jest jednak niekwestionowana. Premier darzy go praktycznie bezgranicznym zaufaniem.
– Uważa go za gwaranta, że przejdziemy przez kryzys w miarę bezpiecznie – tłumaczy „Rz” osoba z otoczenia Donalda Tuska.
Wczoraj szef rządu dał temu zresztą wyraz. – Gdybym nie miał przekonania, że finanse są w dobrych rękach, to we własnym interesie nie czekałbym na wnioski opozycji – mówił w debacie.
Dowodem na mocną pozycję Rostowskiego może być też niedawny spór o dywidendę z PKO BP. Minister finansów okazał się w nim silniejszy od szefa resortu skarbu Aleksandra Grada.
Od polityków PO coraz częściej można jednak usłyszeć w nieoficjalnych rozmowach pretensje do Rostowskiego. Uważają, że nie mówił im całej prawdy o stanie finansów, a jego diagnozy nie zawsze były słuszne.
– Spotkałem się nawet z sugestiami, że gdybyśmy zaczęli się buntować przeciw Rostowskiemu, to dla części PO byłoby to nawet wygodne – mówi „Rz” jeden z polityków PSL. Zaznacza, że ludowcy postanowili puścić to mimo uszu. – Bo jeśli Platforma ma kłopot ze swoim ministrem finansów, to niech go rozwiąże sama, a nie naszymi rękami – mówi ludowiec.