Rz: Mamy w Polsce niespełna 12 tys. osób, które w ciągu roku są w stanie zarobić ponad milion złotych. To dużo czy mało?
Leszek Mellibruda:
To znacząca liczba, jeśli spojrzeć na liczbę rozwijanych przez Polaków biznesów. Z drugiej strony jednak bardzo mało, ponieważ z roku na rok krezusów powinno przybywać. Skoro tak się nie dzieje, a nawet obserwujemy okresowy spadek, to znaczy, że nie ma zachęt i warunków do rozwoju klasy średniej. Ale Polacy przecież się bogacą, każdy, kto ma już własny dom, może spokojnie nazywać się milionerem.
Czy zauważa pan w Polsce pęd do zarabiania dużych pieniędzy?
Nie, nie ma takich tendencji. Jest pewne getto milionerów i chyba niewiele osób, które pragnęłyby się do tej kasty dostać.
Czyli u nas nikt nie wierzy w mit od pucybuta do milionera?
Może i wierzy, ale o ile wcześniej panowało powszechne przekonanie, że pierwszy milion należy ukraść, o tyle teraz wszyscy zdają sobie sprawę, że aby stać się milionerem, trzeba mieć układy. W biznesie trzeba mieć pomysł, ale bez określonych warunków, jakie stwarza otoczenie, czyli znajomi i tzw. partnerzy w interesach, niewiele da się zrobić.
Jak można to zmienić?
To wymusi rozwój rynku. Coraz bardziej rynkowe prawa wsiąkają w mentalność Polaków, pomału krusząc szklane ściany myślenia przeciętnego biznesmena. Z czasem do tych 12 tys. milionerów dołączą kolejni i bardzo szybko w Polsce możemy mieć 50 tys. osób potrafiących rocznie uzyskać ponad milion złotych. A okres jednej dekady powinien nam wystarczyć, bo jesteśmy bardziej przedsiębiorczy niż np. Amerykanie. Władze USA planują, że do 2025 r. liczba osób zarabiających od 1 do 10 mln dol. wzrośnie z 8 mln do 50 mln. Ale do tego konieczne są naprawdę sprzyjające warunki dla rozwoju biznesu.
Czy likwidacja szeregu barier, o których od lat mówią przedsiębiorcy, coś by na tym polu zmieniła?
To zależy od aparatu władzy, nie tyle od rządu, ile od mentalności naszych urzędników. Nie może być tak, że urząd i pracujące tam osoby stanowią przeszkodę, a nawet hamulec w rozwoju firm i biznesu w Polsce. Urzędnicy muszą zrozumieć, że to oni są dla podatników.
rozmawiała Elżbieta Glapiak