Kryzys mocno przetasowuje globalny układ sił. Korzystają na tym coraz mocniej koncerny z Chin. W ciągu ostatniej dekady wartość zagranicznych przejęć przez graczy z Państwa Środka sięgnęła 400 mld dol.
A transakcje wyraźnie przyspieszyły w ostatnich latach. Branże są przeróżne: surowce, energetyka transport, motoryzacja, technologie. I będziemy świadkiem kolejnych zaskakujących posunięć.
Najnowszy przykład? Przejęcie amerykańskiego giganta telekomunikacyjnego Motorola przez chińskiego producenta komputerów Lenovo. Fakt – ten gigant w ostatnich latach mocno się chwieje. Ale jednak, Chińczycy przejmują mocno rozpoznawalną markę, o ugruntowanej pozycji w świadomości konsumentów na całym świecie. Także w Ameryce.
A to o ten rynek teraz rusza batalia. Analitycy wskazują, że za kilka lat największym graczem na tamtym rynku nie będzie Apple czy Samsung, ale właśnie któraś z firm chińskich. Dotąd mówiło się o ZTE i Xiaomi, ale ruch Lenovo wskazuje, że nie zamierza on biernie się przyglądać amerykańskiej ekspansji rodzimych konkurentów.
Jeśli Lenovo będzie w stanie zaproponować atrakcyjny – także cenowo – smartfon pod marką Motoroli, to sądzę, że ma on szansę namieszać na światowym rynku. Niedowiarkom przypomnę choćby, jak jeszcze z kilka lat temu większość klientów informacje o smartfonie Samsunga zbywała uśmieszkiem, a teraz jest on niekwestionowanym liderem światowego rynku (81,2 mln sztuk smartfonów sprzedanych po trzech kwartałach ubiegłego roku, wobec 33,8 mln Apple'a).
Zresztą Lenovo też przecież na nim jest. Po trzech kwartałach ubiegłego roku był tuż za podium największych producentów niewiele ustępując trzeciemu Huawei (12,3 vs. 12,5 mln sztuk).