Reklama

Hurtowe wymierzanie sprawiedliwości

„Pomysł, by zadłużeni we frankach mogli przewalutować swoje kredyty po kursie z dnia ich zaciągnięcia, wciąż jest na stole" – powiedział szef Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak w Sejmie.

Publikacja: 10.02.2015 21:00

Robert Gwiazdowski

Robert Gwiazdowski

Foto: Fotorzepa, Robert gardziński

Więc ja poproszę o przewalutowanie mojego kredytu w złotych na franki szwajcarskie „po kursie z dnia jego zaciągnięcia". Dlaczego nie?

Mamy w Polsce różne banki. Banki te miały różne procedury i różnych pracowników – nie wszyscy „wciskali" kredyty walutowe klientom, którzy nie mieli zdolności kredytowej wymaganej dla kredytów złotówkowych. Nie wszyscy – jak się dowiadujemy – „szli na ubojnię obrabiać kolejnego frajera" – jak się któryś z doradców miał wyrazić o swoich klientach. I wreszcie sami klienci też byli różni – mieli różną sytuację osobistą, ekonomiczną i psychologiczną – niektórzy woleli płacić więcej za mieszkanie swoje niż mniej za wynajmowane.

Mamy ponad 950 tys. osób zadłużonych we frankach, choć kredytów takich jest około 560 tys. Pewnie dlatego że kredyty w większości mają małżeństwa. Podział na płeć wśród kredytobiorców jest niemal równy – ok. 470 tys. kobiet i 480 tys. mężczyzn.  Prawie 98 proc. z nich obsługuje kredyt na bieżąco!!! Kłopoty z jego obsługą ma jedynie około 15 tys. osób, czyli 1,5 proc. zadłużonych. Skąd ta panika? Choć w Warszawie mieszka niespełna 5 proc. ludności Polski, to wśród kredytobiorców mających kredyt we frankach jest ich dwa razy więcej – 10 proc. jest z Warszawy.

I teraz uwaga, uwaga: 65 proc. zadłużonych we frankach to osoby urodzone w latach 1967–1981. Przypada na nie ponad 70 proc. ogólnej wartości tych kredytów. Prawie 78 proc. z nich (ponad 730 tys. osób) oprócz kredytu hipotecznego we frankach ma jeszcze jakiś inny kredyt!!! Najczęściej złotowy. Więc może mają oni problem ze spłatą tego drugiego kredytu – i gdyby się nie zadłużyli jeszcze w złotych, nie mieliby problemu z frankami?

Owszem banki zaczęły postępować w sposób urągający przyzwoitości. Można się zastanowić, czy próbami nieuwzględnienia ujemnego LIBOR i zmian umów mógłby się z urzędu zająć prokurator – jakby oczywiście umiał. Sądy w takich przypadkach też powinny być po stronie kredytobiorców – gdyby oczywiście zajmowały się orzekaniem, a nie procedowaniem, gdyby na wyznaczenie rozprawy nie trzeba było czekać latami, a między kolejnymi nie mijały miesiące.

Reklama
Reklama

Nie wchodząc w niuanse, wystarczy przypomnieć, że sądy mogą orzekać bezpośrednio na podstawie konstytucji, a patrząc na to, co robią niektóre banki, śmiało można uznać, że ją łamią. Ale niektóre banki wobec niektórych klientów, a nie wszystkie wobec wszystkich. Hurtowo to się pietruszkę sprzedaje, a nie wymierza sprawiedliwość.

Autor jest profesorem Uczelni Łazarskiego i adwokatem

Opinie Ekonomiczne
Wiceszef Komisji Europejskiej dla „Rzeczpospolitej”: Apel o preferencje europejskie
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Piękny wzrost PKB, ale na sterydach
Opinie Ekonomiczne
Anita Błaszczak: Demograficzny efekt motyla
Opinie Ekonomiczne
Ekspert: Innowacje w świecie uzbrojonej globalizacji. Jaki kierunek dla Polski?
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Niezastępowalny konsument
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama