Reklama

Gwiazdowski: Praca kobiet to nie ich prawo, lecz przymus

Program 500+ to program polityczny. Rząd chce, by ludzie czuli, że coś mu zawdzięczają. Ale nagonka na ten program ze strony opozycji jest żenująca!

Aktualizacja: 25.04.2016 22:57 Publikacja: 25.04.2016 19:59

Gwiazdowski: Praca kobiet to nie ich prawo, lecz przymus

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Owszem, byłoby lepiej, gdyby rząd obniżył opodatkowanie pracy i po prostu zostawił ludziom w kieszeni więcej pieniędzy, zamiast zabierać więcej (nowe podatki są przerzucalne), żeby potem trochę oddać. W 1992 roku Centrum im. Adama Smitha ostrzegało, że zwiększanie opodatkowania pracy – podwyższenie składek ubezpieczeniowych, zamrażanie progów podatkowych w podatku dochodowym – to ślepy zaułek. Ale nasi wspaniali przywódcy ostrzeżeń słuchać nie chcieli. Aż doszli do ściany. A jak już doszli, to co mówią? Że PiS oszukał wyborców, dlatego wygrał wybory, że 500+ zrujnuje finanse publiczne i będzie mieć fatalny wpływ na rynek pracy, bo kobiety mające trójkę dzieci zostaną w domu.

Pewnie zostaną. I wcale się im nie dziwię. Co więcej – one by do tej pracy w ogóle nie poszły, gdyby poprzednie rządy nie zabierały ojcom ich dzieci 65 proc. tego, co za ich pracę płacą pracodawcy! To źle czy może dobrze? To sami ludzie własnymi wyborami powinni rozstrzygnąć.

Praca kobiet nie jest dziś żadnym prawem kobiet! Jest przymusem ekonomicznym! I nagle rozpacz, że przymus zniknie? I te biedne kobiety, zamiast „robić karierę zawodową" – to znaczy sterczeć osiem godzin przy kasie w hipermarkecie – zostaną w domu? No i może jeszcze urodzą jedno dziecko albo nawet dwoje? Wszystko z tej pazerności na kasę! Dadzą się kupić PiS-owi za „pińćset".

Otóż PO mogła je kupić wcześniej i w sposób lepszy dla państwa. Ale jeszcze wiosną zeszłego roku twierdziła, że nawet podwyższenie kwoty wolnej od opodatkowania jest niemożliwe. A co dopiero likwidacja podatku dochodowego i obniżenie składek ubezpieczeniowych – co CAS postuluje od lat. O tym zresztą żadna partia rządząca nie chce słyszeć. Dlaczego? Bo ludzie poczuliby się mniej zależni od rządu. Nie do wyobrażenia. Dla żadnego rządu.

Na jednym z portali czytam o tym, „ile dostaną twoi sąsiedzi". Z 500+ oczywiście. Jak już nie da się skrytykować, to może przynajmniej uda się wzbudzić zazdrość. Głównie tych, co mają tylko jedno dziecko. Ale jedno dziecko i tak chce mieć większość par. Więc po co zachęcać do pierwszego? Zachęcać trzeba do drugiego i trzeciego! To naprawdę dość proste. Ktoś będzie przecież musiał pracować na nasze emerytury.

Reklama
Reklama

Ja więc sąsiadom nie zazdroszczę. Też zresztą mógłbym dostać, gdyby mi się chciało wniosek wypełnić.

Autor jest profesorem Uczelni Łazarskiego i adwokatem

 

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama