Jak walczyć o oddech w szczycie pandemii, która tak zaciekle atakuje górne i dolne drogi oddechowe?

Zdecydowanie pandemia nie ułatwia nam życia z alergią czy astmą. Natomiast dobra informacja dla wszystkich chorych jest taka, że jeżeli mamy alergię czy astmę, a leczymy te choroby, np. stosując sterydy wziewne, to zmniejszamy prawdopodobieństwo ciężkiego przebiegu Covid-19. Na to wskazują badania. Problem jest z tą grupą pacjentów, którzy nie wiedzą, że chorują, czyli aż połową chorych na alergię i astmę. Tu już jest problem, bo oni chorują intensywniej. Wydaje się, że wirus, który wnika na śluzówkę nosa, penetruje organizm szybciej i głębiej, co powoduje szybsze pojawianie się objawów infekcyjnych.

A czy są wskazania do nienoszenia maseczek, gdy u pacjenta występują objawy duszności związane z astmą?

Chorzy na astmę mają chorobę o różnym nasileniu objawów. Podobnie chorujący na cukrzycę lub nadciśnienie. To są choroby, które mają swoje różne stadia i natężenia. Większość pacjentów z prawidłowo leczoną astmą nie ma duszności, bo regularnie zażywa leki wziewne. Jeżeli dochodzi do nasilonych duszności u pacjenta z astmą, wtedy zakładanie maseczki może być dla niego kłopotliwe. Ale przecież wtedy nie powinien nigdzie wychodzić, tylko zająć się terapią zaostrzenia astmy. A jeżeli ta terapia nie przynosi efektu, to skierować się do swojego lekarza lub wezwać pogotowie. Tłumaczenie, że „mam astmę i chodzę bez maseczki", jest nieetyczne i społecznie nieakceptowalne.

Przebieg chorób górnych dróg oddechowych, płuc, w dużej mierze zależy od naszego stylu życia i środowiska. Jak dbać o to, by nie zapadać na te choroby, które po części są cywilizacyjne?

Najczęstszą chorobę alergiczną, czyli alergiczny nieżyt nosa, ma 25 proc. społeczeństwa, czyli ok. 8–9 mln Polaków, 4 mln mają astmę, 2 mln ma POChP. To jest potężny problem społeczny. Wiemy, że mniej więcej co dekadę zwiększa się liczba chorób alergicznych, a zanieczyszczenia powietrza przestrajają układ immunologiczny płuc w kierunku atopii. Chodzi o pył zawieszony, czyli mikrocząsteczki, które wydzielają się w momencie spalania w naszych piecach paliwa stałego, czyli węgla i drzewa. Zdarza się oczywiście, że ludzie palą śmieciami, plastikiem, czymkolwiek, ale nawet spalanie drzewa i złej jakości węgla powoduje emisję do atmosfery miliardów cząstek. W Polsce mamy trudną sytuacje, jesteśmy numerem jeden w Europie, jeśli chodzi o stężenie benzopirenu, czyli toksycznej substancji, wywołującej nowotwory – np. raka płuca. To właśnie ten rodzaj raka zajmuje pierwsze miejsce pod względem liczby zgonów na nowotwory.

Dlaczego pył zawieszony jest tak groźny?

Pył zawieszony ma średnicę 1/30 ludzkiego włosa, tak drobna substancja uszkadza nos, gardło, płuca i powoduje stan zapalny, od którego jeden krok do tego, by mieć kaszel, świsty i duszności, czyli typowe objawy astmy oskrzelowej. Te substancje wnikają bez problemu do krwiobiegu dlatego, że są tak małe, że mogą przeniknąć przez pęcherzyk płucny do mikrokrążenia. Nasilają zjawisko miażdżycy. Na nadciśnienie tętnicze, które jest skutkiem miażdżycy naczyń, choruje 8 mln Polaków. Wraz z oddychaniem zanieczyszczeniami pojawiają się powikłania w postaci choroby wieńcowej, zawału czy udaru mózgu. Ponadnormatywne stężenia zanieczyszczeń wpływają na układ oddechowy, układ krążenia i powodują nowotwory narządów miąższowych. Niestety, bez zmiany rzeczywistości, w której żyjemy, trudno nam będzie dokonać progresu. Nawet najwspanialsze leki nie odwrócą stanu, który wywołuje powietrze w sezonie grzewczym. To jest strasznie smutne, ale pokazuje, że wszyscy powinniśmy starać się zmienić rzeczywistość, jest to możliwe.

Jak można pomagać najmłodszym pacjentom, dzieciom, które wychowują się w zadymionych miastach, wdychają pyły od wczesnych lat?

Na pewno trzeba wsłuchiwać się w swój organizmu. Jeżeli obserwujemy, że dziecko lub osoba dorosła bardzo często choruje, ma kaszel, katar, to już jest sygnał ostrzegawczy. Dzieci, które żyją w zanieczyszczonej atmosferze, chorują cztery razy częściej. Nie wolno tego bagatelizować. Kaszel jest objawem, który ma zwrócić naszą uwagę na to, co dzieje się z naszymi płucami. Jeśli widzimy zależność między objawami a stanem powietrza, którym oddychamy, chciejmy zmiany. Nie mówmy: „trudno, taki mam klimat", tylko: „ja chcę to zmienić". Czyli wymieniam swój piec, jestem aktywny i mówię swoim sąsiadom, by nie zanieczyszczali atmosfery, bo to szkodzi i wam, i nam. Można zastosować oczyszczacze powietrza, jest to bardzo dobry pomysł dla osób, które nie mogą się pozbyć ponadnadmiarowej emisji, np. żyją w centrum miasta nad główną arterią komunikacyjną albo na obrzeżach miasta, gdzie wszyscy palą byle czym, w byle jakich piecach. A kiedy wychodzimy na zewnątrz, zabezpieczmy się maską. Kiedyś, jak zakładałem maskę przeciwsmogową, to wyglądałem dziwnie. Teraz, jak zakładam maskę, to wyglądam jak każdy. Chodzi o to, żeby nie była to byle jaka szmatka, a maska FFP2, FFP3, która chroni oczywiście przed wirusami, ale również przez zanieczyszczeniami powietrza. Pacjenci, którzy mają astmę, powinni stosować leki wziewne – to zmniejsza stan zapalny w płucach i uwalnia od objawów, ale żeby brać leki, trzeba mieć rozpoznanie – w Polsce połowa chorych na astmę nie wie, że u podstawy kaszlu i duszności leży ta przewlekła choroba.

Czy jest szansa na poprawę?

Jest szansa. Światełkiem w tunelu jest Kraków. Na przełomie XX i XXI wieku było to jedno z trzech najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie i numer jeden w Polsce. Naukowcy udowodnili, że jest problem, pokazali, ile osób umiera. Radni wydali uchwały antysmogowe. Teraz w Krakowie nie można palić nawet w kominkach. Ktoś powie: „ale to narusza moje prawa". Ale jakim prawem ty zatruwasz innych i powodujesz u nich raka albo astmę?

Dr Piotr Dąbrowiecki pracuje w Klinice Chorób Infekcyjnych i Alergologii WIM, jest przewodniczącym Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP. — współpraca Karol Ikonowicz

Akcja #oddychaj