Sprawa dotyczy wydarzeń z sierpnia 2025 r., kiedy w łazience Warszawskiego Szpitala Południowego odnaleziono martwego starszego mężczyznę. Jak wskazuje portal Zero.pl, pacjent trafił do placówki z objawami biegunki, a celem jego hospitalizacji było ustalenie przyczyn dolegliwości oraz niedopuszczenie do odwodnienia organizmu.
Tajemnicza śmierć pacjenta bez nadzoru medycznego
Mężczyzna miał pozostawać pod nadzorem medycznym. Około północy pacjent udał się do toalety, gdzie około godziny czwartej rano znaleziono jego ciało. Lekarze stwierdzili, że chory nie żył już od kilku godzin, a personel przez ten czas nie zauważył jego nieobecności.
Sprawę publicznie ujawnił Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii tej placówki, który złożył w tej sprawie zeznania przed prokuraturą. Portal Zero.pl wszedł w posiadanie kilkudziesięciu godzin nagrań z prosektorium z 12 i 13 sierpnia 2025 r., rejestrujących m.in. przebieg sekcji zwłok oraz późniejsze rozmowy z bliskimi zmarłego.
Czytaj więcej
- Zarobki lekarzy powinny być limitowane – przyznała dr Dorota Gałczyńska-Zych w Radiu ZET. Dyrektorka Szpitala Bielańskiego w Warszawie opowiedzia...
„Żeby syfu nie było”. Kulisy sekcji zwłok
Zamiast zawiadomić o zgonie prokuraturę, dyrekcja szpitala zdecydowała o przeprowadzeniu wewnętrznej sekcji zwłok. Jak podaje Zero.pl, decyzję o badaniu podjął dyrektor medyczny. – Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury, lecz zdecydowano o przeprowadzeniu sekcji zwłok u nas w szpitalu – przyznał w rozmowie z portalem ówczesny koordynator prosektorium, Artur Habowski.
Z zarejestrowanych materiałów audio, które wykonał skonfliktowany z przełożonym pomocnik sekcyjny, poznajemy przebieg zakulisowych działań personelu. Na nagraniach utrwalono moment, w którym koordynator prosektorium wprost instruuje lekarza patomorfologa, jak należy podejść do sprawy. – To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było – mówił. – Okej, no dobra – odpowiedział przeprowadzający badanie medyk Kamil Sokół.
Z analizy nagrań przedstawionej przez portal wynika również, że pracownicy medyczni byli zaskoczeni brakiem natychmiastowej reakcji organów ścigania. Ponadto rozmowy wskazują, że w chwili rozpoczęcia sekcji zwłok nie było jeszcze nawet formalnego zlecenia jej przeprowadzenia, a dokumentacja była niekompletna.
W toku koordynator wskazał na zaniechania personelu, sugerując, że nie wykonano wymaganego obchodu i sprawdzenia stanu pacjentów. Przed faktycznym rozpoczęciem oględzin ciała pracownicy spekulowali na temat przyczyny zgonu, dopasowując hipotezy do dokumentacji medycznej: – Myślę, że to będzie tętniak tego serca tamponada. – Jasne, dobra, to wydrukuj mi epikryzę przynajmniej – odparł lekarz.
Czytaj więcej
Poznańska prokuratura oraz Wielkopolska Izba Lekarska badają sprawę ciężarnej pacjentki, u której w szpitalu w Wągrowcu nie zdiagnozowano zapalenia...
Informacje przekazane rodzinie
Kolejnego dnia po sekcji, 13 sierpnia 2025 r., w prosektorium pojawili się bliscy zmarłego. Według ustaleń Zero.pl, koordynator placówki przekonywał rodzinę, że przyczyną śmierci były wyłącznie poważne, przewlekłe schorzenia kardiologiczne oraz zaburzenia elektrolitowe wywołane biegunką. Nagrana rozmowa ujawnia, co kierownik prosektorium mówił do najbliższych. – Powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane – przekonywał.
Zaskoczona rodzina spodziewała się powikłań związanych z odwodnieniem organizmu. Lekarz kontynuował jednak swoją narrację, wyliczając kolejne obciążenia pacjenta: – Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę – mówił. Zero.pl podkreśla, że w żadnym momencie tej rozmowy rodzina nie została poinformowana o faktycznych okolicznościach śmierci – o tym, że mężczyzna zmarł samotnie w łazience i leżał tam bez jakiejkolwiek opieki przez blisko cztery godziny.
Artur Habowski tłumaczył swoje zachowanie brakiem uprawnień do informowania o okolicznościach zgonu, wskazując, że jego obowiązkiem było jedynie wydanie karty zgonu. – Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić – tłumaczył. Lekarz patomorfolog Kamil Sokół odmówił kontaktu z mediami.
Czytaj więcej
Najwyższe wynagrodzenia lekarzy zdecydowanie częściej występują na kontraktach niż na etatach. Z danych wynika, że ponad 100 tys. zł brutto miesięc...
Problemy z działaniem prokuratury
Postępowanie w sprawie nieumyślnego narażenia pacjenta na utratę życia prowadzi obecnie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Piotr A. Skiba, poinformował, że zabezpieczono dokumentację oraz przesłuchano świadków, dodając, iż na tym etapie nie pojawił się wątek fałszowania dokumentacji.
Pełnomocnicy zaangażowanych stron zarzucają jednak śledczym bezczynność i opieszałość. Adwokat Maciej Zaborowski, reprezentujący osoby dysponujące pełnymi nagraniami, podkreśla, że mimo formalnych wniosków i gotowości jego klientów do przekazania materiałów, prokuratura do tej pory nie podjęła z nimi kontaktu. Trudności we współpracy i uzyskaniu dostępu do akt zgłasza również pełnomocniczka rodziny, adwokat Aleksandra Walkiewicz-Zygowska.
Władze szpitala, w tym była prezes Anna Łukasik, oraz minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda odmówiły komentarza.