Lech Kaczyński, podpisując niedawno rządową ustawę o koszyku świadczeń zdrowotnych, wywołał konsternację w Platformie. – Byliśmy przekonani, że będzie weto – mówi „Rz” polityk PO. – A tu nagle prezydent powiedział „sprawdzam”, ja podpisuję, a wy się teraz wykażcie.

Polityk z otoczenia premiera dodaje: – Najwyraźniej kalkulacja Pałacu była taka: z koszyka świadczeń i tak nikt nigdy nie jest zadowolony. A jeśli rząd dokładnie powie, co w nim będzie, to sam wsadzi się na minę – rozważa i przyznaje: – Boję się, że tak się może stać. I to w roku wyborów prezydenckich.

Koszyk będzie określał, do jakich zabiegów mamy prawo w zamian za płaconą składkę zdrowotną. Dzięki temu PO planowała wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych – w ich ramach byłyby wykonywane świadczenia, które w takim wypadku muszą zostać z koszyka wyłączone.

Decyzja, że za jakieś zabiegi pacjent musiałby płacić, jest dla rządu szczególnie niewygodna w roku wyborów prezydenckich. Dlatego minister zdrowia Ewa Kopacz deklaruje, że wszyscy pacjenci będą mieli takie same prawa jak do tej pory. To stawia pod znakiem zapytania sens nowej ustawy.

– Zapewne dopiero w przyszłości minister zdrowia, wspierana opiniami ekspertów, będzie zmieniać wykaz świadczeń – tłumaczy Jarosław Katulski, poseł PO.

Ministerstwo jest w trudnej sytuacji. Nie będzie mogło się zasłaniać prezydenckim wetem, tłumacząc, dlaczego nie reformuje służby zdrowia. A prezydent będzie patrzył Ewie Kopacz na ręce.

– Minister zdrowia i rząd ponoszą odpowiedzialność za to, by nie ograniczać uprawnień pacjentów. Będziemy bardzo pilnie studiować projekty rozporządzeń, które będą trafiać do nas z Ministerstwa Zdrowia – deklaruje doradca prezydenta Tomasz Zdrojewski.

– Gdyby prezydent zapytał mnie, jak zaszkodzić minister Kopacz, to doradziłbym mu przewrotnie podpisanie tej ustawy – komentuje Marek Balicki, lewicowy poseł. – Już za kilka miesięcy się okaże, że król jest nagi. Koszyk musi być opracowany do września. Pacjenci zauważą, że wbrew zapowiedziom nic pozytywnego w ich życie nie wnosi.

Z taką oceną zgadza się Bartłomiej Biskup, politolog z UW:

– Prezydent sprytnie wystawił Platformę na próbę. Teraz minister ma dwa wyjścia: może odpowiedzialnie realizować zapowiadane zmiany, ale gdy zaczną odczuwać je obywatele, Platforma będzie miała problemy w kampanii wyborczej. Albo postąpić populistycznie i nic nie zmieniać, tylko wtedy to służba zdrowia może mieć coraz większe problemy.

Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że pozycja minister zdrowia ostatnio słabła. – Reform nie ma, od dwóch lat stoimy w miejscu – mówi poseł PO. – Nie da się zmienić niczego na lepsze w służbie zdrowia bez radykalnych, odważnych decyzji. A minister do tej pory nie chciała ich podejmować.

W kręgach politycznych fatalnie odebrano też negatywną ocenę budżetu ministerstwa przez NIK.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek

[mail=s.szparkowska@rp.pl]s.szparkowska@rp.pl[/mail][mail=d.kolakowska@rp.pl]d.kolakowska@rp.pl[/mail]