Choć spór z lekarzami o recepty wydawał się zażegnany, NFZ szuka wyjść awaryjnych na wypadek protestu medyków. A ten, jak wynika z informacji "Rz", jest prawdopodobny.

NFZ ogłosił wczoraj dwa komunikaty dotyczące recept na leki refundowane. W pierwszym informuje, że nawet recepta, która ma pieczątkę "refundacja do decyzji NFZ", pozostaje ważna. Dzięki temu pacjent, który dostanie receptę z taką pieczątką od lekarza protestującego przeciw nowej ustawie refundacyjnej, nie zapłaci za leki ich pełnej ceny, tylko wykupi je z refundacją.

Zobacz »

Sfera budżetowa

»

Lekarze i pielęgniarki

W drugim komunikacie NFZ informuje, że fakt opłacania składki zdrowotnej można u lekarza potwierdzić, podpisując oświadczenie (druk RMUA jest niepotrzebny).

- Ważne będą też recepty, na których lekarz nie wpisze poziomu refundacji albo wpisze go błędnie - zapewniał w zeszłym tygodniu prezes NFZ Jacek Paszkiewicz. Tej informacji nie ma jednak na stronach funduszu.

W piątek Naczelna Rada Lekarska (samorząd medyczny) zadeklarowała, że zawiesi na dwa miesiące protest przeciw nowej ustawie refundacyjnej. Lekarze chcą usunięcia z niej przepisów, które od stycznia 2012 r. dają NFZ prawo ukarania lekarza za błędnie wypisaną receptę i żądania od niego zwrotu refundacji. "Jeśli nasze postulaty nie zostaną spełnione, to za dwa miesiące protest wybuchnie ze zdwojoną siłą" - napisał prezes NRL Maciej Hamankiewicz w liście do lekarzy.

Z rozmów "Rz" wynika jednak, że do protestu może dojść tak czy inaczej, bez względu na porozumienie samorządu z Ministerstwem Zdrowia.

- Zostaliśmy zdradzeni. Samorząd celowo stanął na czele protestu, by potem za naszymi plecami zawrzeć porozumienie z ministerstwem - mówi Agnieszka Rubinowska, lekarka, która moderowała dyskusję w branżowym portalu Konsylium24. Był on inicjatorem akcji protestacyjnej.

Przyznaje, że lekarze są teraz zdezorientowani: nie wiedzą, czy ich problemy zostały rozwiązane czy mają protestować. - Przygotowujemy obywatelski projekt zmiany ustawy refundacyjnej - mówi Agnieszka Rubinowska.

Z protestu nie wycofują się Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy ani Federacja Porozumienie Zielonogórskie, skupiająca lekarzy rodzinnych. - Minister zdrowia omamił samorząd, powołując zespoły, wyrażając wolę działania, uspokajając, że pacjentom nic nie grozi - denerwuje się Krzysztof Radkiewicz z PZ. - A powinien po prostu doprowadzić do szybkiej nowelizacji ustawy refundacyjnej. Wykreślić z niej przepisy umożliwiające karanie lekarzy.

Radkiewicz przekonuje, że ustawa ogranicza dostęp pacjentów do lekarza: - Zwiększa obciążenia biurokratyczne i zabiera nam czas, który powinniśmy poświęcić chorym.