Polski rynek budowniczy od lat zmaga się z wieloma problemami. Zgodnie z rządowymi szacunkami, brakuje ok. miliona mieszkań. Czy rzeczywiście jest aż tak źle?

- Milion mieszkań to jeszcze jest mało - uważa Jarosław Mikołaj Skoczeń.

– Pamiętajmy o tym, że duży zasób mieszkań jest starych, niefunkcjonalnych, ze wspólną toaletą na korytarzu – tłumaczy. – Myślę, że ta skala jest naprawdę olbrzymia.

Nowych budowli przybywa co roku, zarówno w większych, jak i mniejszych miejscowościach. To wciąż jednak nie wystarczy, by zrównoważyć rynek.

- Mieszkań buduje się bardzo dużo w Polsce, ale to przede wszystkim te duże miasta: Warszawa, Kraków, Poznań, Łódź – wymienia Skoczeń. – To te kilkadziesiąt dużych miast, w których budownictwo rzeczywiście ma się nieźle i, nie całkowicie, ale zaspokaja potrzeby ludzi, którzy mają pieniądze.

- Bardzo są zaniedbane małe miejscowości, gdzie praktycznie nie ma budownictwa wielorodzinnego i ludzie zarabiają o wiele mniej niż w dużych miastach – podkreśla. - Wybudowanie domu to jest olbrzymie obciążenie nie tylko dla młodego małżeństwa, ale w ogóle dla całej rodziny, która ich wspomaga.

Czy program ma szansę się udać? – Jeżeli program, który przedstawiła pani premier, obejmie szeroko Polskę, też te małe miejscowości, i ruszy to bardzo szybko, to może przynieść olbrzymią korzyść dla rodzin średnio i mało zarabiających – twierdzi.

Program powinien objąć również wsparcie funduszu mieszkań komunalnych.

- W tej chwili jest zapaść, jeżeli chodzi o budownictwo komunalne. Praktycznie prawie nic się nie buduje i to jest olbrzymia porażka – podkreśla.

Było już wiele pomysłów ożywienia rynku nieruchomości, w tym program „Rodzina na swoim". - Jeżeli byłyby pieniądze, powinien on być kontynuowany równolegle z programem, który został teraz przedstawiony – uważa Skoczeń i tłumaczy, że programy te mogą pobudzić również wzrost PKB i stworzyć nowe miejsca pracy w branży budowlanej, w szczególności w małych i średnich firmach.

Zgodnie z założeniem programu Mieszkanie +, wybudowanie metra kwadratowego mieszkania na wynajem to ok. 3,5 tys. zł. Czy to realna kwota?

- W mniejszych miejscowościach te pieniądze powinny być wystarczające – uważa Skoczeń i wyjaśnia, że z szacunku można wyłączyć jeden z najbardziej kosztogennych czynników w budownictwie, jakim jest ziemia. – Gmina ją przekaże. Nie wiadomo jednak, gdzie będzie chciała przekazać za darmo tę ziemię, żeby to nie były jakieś peryferia i nie było problemów z uzbrojeniem w ciepłą wodę, ogrzewanie, w gaz i prąd – mówi.

Jak program może wpłynąć na ceny i popyt na rynku nieruchomości?

- Mieszkań nie będzie przybywało od razu w setkach tysięcy, lecz to będzie powolny proces. Rząd przewiduje 10-15 lat, na pewno to się wydłuży – podkreśla. – Nie będzie miało to żadnego wpływu na rynek najmu komercyjnego, tak uważam.

- Grunty nie będą przekazywane w atrakcyjnych miejscach, tylko w dzielnicach dalszych od centrum – dodaje Skoczeń. – Ci wszyscy, którzy wynajmują mieszkania, ludzie biznesu, ci, którzy przeprowadzają się za pracą, nadal będą potrzebowali wynajmu mieszkań w dobrych lokalizacjach. I takie, i takie mieszkania będą miały popyt.

Na zakończenie Skoczeń porównał sytuację wynajmu mieszkań oraz kupowania ich na kredyt w Niemczech i Polsce. – W Niemczech poziom wynajmu mieszkań jest na poziomie 80 proc. – mówi Skoczeń. - Niemcy po przejściu na emeryturę mają nadal tak godziwe dochody, że mogą wynajmować to mieszkanie. W Polsce nie ma takiej sytuacji i długo jeszcze nie będzie.

Polacy znacznie mniej chętnie zaciągają kredyt na tak długi czas. - Ale tak powinno być. Nie powinniśmy się wiązać na całe życie z kredytem. I to gwarantuje wynajem – podsumowuje.