– W Krakowie i Wrocławiu wskaźnik od kilku miesięcy spada, jedynie w Warszawie od końca ubiegłego roku utrzymuje się na stabilnym poziomie – mówi Marcin Krasoń, ekspert obido.pl.
Wskaźnik porównuje finansowe możliwości potencjalnych nabywców na rynku pierwotnym (źródłem danych są deklaracje użytkowników obido.pl) ze średnimi cenami na rynku dla danej wielkości nieruchomości (dane ofertowe).
Mimo minorowych nastrojów wśród kupujących mieszkania znajdują nabywców. -Najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego i Biura Informacji Kredytowej, które poznaliśmy w ostatnich tygodniach, są jednoznaczne: rynek mieszkaniowy nie zwalnia. W sierpniu pobito rekord miesięcznej akcji kredytowej (ponad 8 mld zł), a ceny nadal rosną – wskazuje Krasoń.
I tłumaczy, że wzrost cen napędzany jest zarówno przez tanie i łatwo dostępne kredyty mieszkaniowe, jak i osoby kupujące za gotówkę. - Patrząc na wyniki sprzedażowe można by pomyśleć, że wzrosty te nikomu nie przeszkadzają, ale obserwacja barometru nakazuje ostrożność, w pewnym momencie cierpliwość kupujących może się bowiem skończyć – akcentuje ekspert.
Co ciekawe, na poszczególnych rynkach relacja pomiędzy deklarowanymi przez kupujących stawkami a cenami z rynku wygląda inaczej. W Warszawie rozjazd jest największy, deklaracje nabywców są o 4,3 proc. niższe od cen rynkowych, a najbardziej różnica ta widoczna jest w segmencie mieszkań 4-pokojowych (przekracza 11 proc.).
W Krakowie różnica (w tę samą stronę) wynosi aktualnie 2,9 proc. i znów ceny dużych lokali najbardziej odbiegają od możliwości kupujących. -Wrocław z kolei to jedyny badany rynek, na którym deklaracje nabywców przewyższają średnie ceny, choć bierze się to tylko z przewagi „wypracowanej" przez kawalerki, których reprezentacja w ofercie deweloperów jest dużo większa niż w pozostałych miastach – co czwarty lokal z oferty wrocławskich deweloperów to kawalerka, podczas gdy w pozostałych miastach jest to do kilkunastu procent – zauważa Marcin Krasoń.