Bez wątpienia zakup własnego lokum ma wiele zalet, nawet na kredyt. Warto jednak zwrócić uwagę na wady takiej decyzji. Jakie?

Mówi Marcin Krasoń, analityk Home Broker:

- Największą zaletą posiadania własnego mieszkania jest fakt, że raz kupione pozostaje składnikiem majątku. Można je w dowolnym momencie spieniężyć, wynająć by generowało dochód albo zostawić i przekazać w spadku. Nawet jeśli kupujemy mieszkanie na kredyt, to po spłacie będzie ono w 100 proc. nasze. Zakup mieszkania to po prostu inwestycja w budowanie własnego majątku. A wynajmując nieruchomość, choćby i 50 lat, nie stajemy się właścicielem nawet w najmniejszej części.

Ty tu rządzisz

Niebagatelnym plusem bycia właścicielem nieruchomości jest możliwość dowolnej jej aranżacji. W wybranym momencie można przeprowadzić remont, zmienić układ pomieszczeń (oczywiście pod warunkiem otrzymania zgody wspólnoty) czy odnowić łazienkę. W mieszkaniu wynajętym możliwości są mocno ograniczone i zależne od preferencji oraz nastawienia właściciela.

Niektórzy kupujący mieszkania liczą jeszcze na wzrost jego wartości i w długim terminie faktycznie ma to sens, ale należy pamiętać o tym, że rynek ma cykle jak i cała gospodarka i ceny nie zawsze rosną. Lepiej więc zakup nieruchomości przeznaczonej na zamieszkanie traktować jako lokata, a nie jako inwestycja.

Oceniając opłacalność zakupu mieszkania należy pamiętać o uwzględnianiu w obliczeniach odsetek i prowizji przy kredycie, ale już spłacanego kapitału nie powinniśmy liczyć, bo on pozostaje w mieszkaniu, którego właścicielem się stajemy. Dla wielu osób najbardziej liczy się jednak to, czego nie da się policzyć ani zmierzyć: komfort i stabilizacja posiadania własnego mieszkania. Tu nie ma strachu przed problemami z właścicielem nieruchomości, poszukiwaniem kolejnego mieszkania po wygaśnięciu umowy itd.

Trudna przeprowadzka

Po stronie wad zakupu mieszkania należy przede wszystkim wymienić znaczne ograniczenie mobilności w stosunku do wynajmu. W przypadku zmiany pracy czy nieoczekiwanego powiększenia się rodziny, może okazać się, że pojawi się chęć przeprowadzki. Nie jest to jednak takie proste, bo sprzedaż i zakup kolejnego mieszkania to operacja bardziej skomplikowana niż w wypadku najmu, na dodatek kosztowna. Należy bowiem pamiętać o opłatach transakcyjnych związanych ze sprzedażą i zakupem nieruchomości, które mogą wynosić nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Zakup mieszkania jest trudniejszy niż jego wynajęcie, bo mamy tu do czynienia z wysoką barierą wejścia związaną z wysokimi cenami nieruchomości. Dla trzyosobowej rodziny minimum to 50 - 55 mkw., co w dużym mieście oznacza wydatek na poziomie co najmniej 200-250 tys. złotych.

Nie każdy dysponuje takim zapasem gotówki, więc Polacy często posiłkują się pieniędzmi banku (liczba czynnych umów kredytu hipotecznego w Polsce to prawie 1,9 mln), co wiąże się z kosztami. Z jednej strony mamy nieprzewidywalne (bo zależne od stóp procentowych) odsetki, a z drugiej prowizje i obowiązkowe ubezpieczenia. Dodatkowo należy pamiętać o obowiązkowym wkładzie własnym. Sumując wszystkie wydatki należy liczyć się z tym, że przy zakupie na rynku wtórnym mieszkania za 200 tys. zł potrzebujemy około 40 tys. zł gotówki.

Dodatkowe koszty

Wymienione 40 tys. zł to tylko koszty związane z kredytem i samą transakcją. Zwykle mieszkanie trzeba jeszcze urządzić i doposażyć, a czasami wyremontować. W trakcie użytkowania mieszkania też należy liczyć się z wydatkami na bieżące naprawy czy inwestycje.

W niektórych wypadkach bolesne mogą też koszty bieżące - związane np. z podatkiem od nieruchomości oraz ewentualnie użytkowaniem wieczystym. W wynajętym mieszkaniu koszty te będą niższe.

Utrudnieniem może być też dostępność samych kredytów. Banki coraz bardziej wnikliwie analizują profil klienta i bez umowy o pracę o pożyczkę jest trudno. W przypadku najmu też należy posiadać zdolność do regularnej spłaty czynszu, ale nie jest to tak sformalizowane jak w przypadku kredytów. W przypadku lokalu kupionego na kredyt nie wolno też zapominać o ryzyku wzrostu raty kredytowej i ryzyko to dotyczy nie tylko kredytów we franku szwajcarskim, ale też zadłużenia w złotych.