Reklama

Ile za nowe M z drugiej ręki

Najmłodsze mieszkania oferowane na stołecznym rynku wtórnym pochodzą z tego roku. Są w standardzie deweloperskim.

Publikacja: 10.08.2015 16:06

49-metrowe mieszkanie przy ul. Głębockiej na warszawskiej Białołęce jest oferowane za 320 tys. zł. R

49-metrowe mieszkanie przy ul. Głębockiej na warszawskiej Białołęce jest oferowane za 320 tys. zł. Rok budowy: 2006

Foto: Freedom Nieruchomości Warszawa Śródmieście

Najwięcej mieszkań sprzedanych w Warszawie w maju tego roku pochodziło z lat 2000–2009 – wynika z bazy MLS WSPON. Jak mówi Jerzy Sobański, rzecznik Warszawskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami, najmniej chętnych znalazło się w tym czasie na pochodzące z lat 1970–1989 lokale z wielkiej płyty i na mieszkania wybudowane po 2010 roku.

Do wykończenia

– Mieszkań z drugiej ręki oferowanych w standardzie deweloperskim jest ok. 3–5 proc. i niekoniecznie są to nieruchomości oddawane do użytku w ostatnich pięciu latach – zauważa Jerzy Sobański. I dodaje, że stosunkowo małą sprzedaż mieszkań oddanych po 2010 roku (7,69 proc. wobec 42,31 proc. sprzedaży lokali z lat 2000–2009) można tłumaczyć na wiele sposobów. – Sprzedaż mieszkań przed upływem pięciu lat jest (może być) opodatkowana – wyjaśnia. – Duża część klientów zmienia lokale na większe po urodzeniu się lub pójściu dziecka do szkoły. A właściciele najnowszych mieszkań te wydarzenia mają jeszcze zwykle przed sobą.

Edyta Krakowiak, ekspert Warszawskiej Giełdy Lokali i Nieruchomości (WGLiN), szacuje, że kilkuletnich mieszkań, oddawanych od 2010 roku, jest na stołecznym rynku wtórnym ok. 10 proc. – Najmłodsze pochodzą z tego roku i są sprzedawane głównie w stanie deweloperskim, choć trafiają się i starsze niewykończone lokale – potwierdza.

Z kolei Marcin Jańczuk, dyrektor z Metrohouse, podaje, że mieszkań oddanych do użytku w ostatnim dziesięcioleciu jest na warszawskim rynku prawie 30 proc. – Takie nieruchomości trafiają do oferty sprzedaży z wielu powodów, począwszy od przypadków losowych, po sprzedaż przez podwykonawców, którzy dostali lokale w rozliczeniu za prace – zauważa.

A Sebastian Janicki, wiceprezes agencji Atlanti Nieruchomości, dopowiada, że nowych mieszkań, które trafiają do obrotu nie z puli dewelopera, ale inwestorów, którzy podpisali z firmami umowy na bardzo wczesnym etapie inwestycji, jest na rynku kilka procent. – Zawierając umowy w tym czasie, mogli wybrać lokal w najlepszej części osiedla, licząc na korzystną cenę – opowiada Sebastian Janicki. – Takie mieszkania najlepiej jest odsprzedać, gdy inwestycja jest gotowa, a w ofercie pozostało niewiele lokali.

Reklama
Reklama

Eksperci są zgodni, że okres cesji, czyli kupowania lokali w budowie, ale już z drugiej ręki, minął. – Cesji było najwięcej w czasach małej podaży mieszkań, wzrostu cen w skali inwestycji (dwa–trzy lata) o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent – przypomina Jerzy Sobański.

Michał Niewiński, pośrednik z agencji Mieszkanie24.com, mówi wprost, że rynek cesji umarł. – Na takie transakcje godzi się niewielu kupujących. Ofert mieszkań jest sporo, a ceny nie rosną tak jak kiedyś – tłumaczy.

Gdzie wolą nowe

Według Edyty Krakowiak cesje dotyczą przede wszystkim najbardziej atrakcyjnych mieszkań, czyli albo w doskonalej lokalizacji z dobrą ceną, albo najbardziej poszukiwanych małych dwójek czy trójek blisko centrum i linii metra.

W opinii Jerzego Sobańskiego nowe mieszkania z drugiej ręki są chętniej kupowane niż lokale w budynkach z lat 90., ale rzadziej niż z lat 60., co wynika z ich ceny. Czy tzw. nowy rynek wtórny wygrywa z rynkiem stricte pierwotnym? – Na Białołęce, gdzie jest duża podaż nowych mieszkań, kilkuletnie lokale wybudowane przez deweloperów o nie najlepszej opinii sprzedają się słabo. Kupujący wolą nowe – zwraca uwagę rzecznik WSPON. – Dla kontrastu – na Mokotowie dobrze się trzymają osiedla z rynku wtórnego, a kolejne inwestycje tego samego dewelopera sprzedają się tak sobie.

O dużym popycie na całkiem nowe i kilkuletnie mieszkania mówi Michał Niewiński. – Zdecydowanie dłużej sprzedają się mieszkania starsze niż pięcio-, sześcioletnie – zauważa pośrednik. – Bardziej atrakcyjne cenowo są lokale z rynku pierwotnego, ale zanim zostaną oddane, mija zwykle sporo czasu. No i wymagają wykończenia, które może pochłonąć sporo pieniędzy – dodaje.

Według Edyty Krakowiak rynek wtórny przegrywa z pierwotnym poza centrum, gdzie się dużo buduje, a ceny są atrakcyjne. – To Wola, Bemowo, Bielany, Białołęka. Do tego dochodzi jeszcze program „Mieszkanie dla młodych", który jest na razie dostępny tylko na rynku pierwotnym – zwraca uwagę. – W centrum zaś górą jest rynek wtórny. Atutem mieszkań z rynku wtórnego jest lokalizacja. Poza tym zwykle można się do nich od razu wprowadzić. W centralnych lokalizacjach rynek wtórny jest tańszy. Jeśli już powstaje nowa inwestycja, to o wysokim standardzie – tłumaczy. Edyta Krakowiak ocenia, że popyt na nowe mieszkania z rynku wtórnego jest dość duży. – Szukają ich klienci, którym zależy na w miarę dobrym adresie i którzy nie mają ani czasu, ani ochoty na wykańczanie nowego mieszkania, a w dodatku nie mają szans na dopłaty do kredytów – mówi.

Reklama
Reklama

Także Jakub Bartoszek z agencji Freedom Nieruchomości Warszawa Śródmieście przyznaje, że olbrzymim atutem mieszkań z rynku wtórnego jest możliwość szybkiej przeprowadzki. – Mieszkania z drugiej ręki nie są jednak tańsze od tych całkowicie nowych. Na cenę składają się koszty zakupu i koszty wykończenia. Oczywiście cena jest obniżona adekwatnie do stopnia zużycia nieruchomości – zauważa. Magdalena Nowak, ekspert z tej samej agencji, twierdzi, że nadal najwięcej Polaków wybiera rynek wtórny. – Klienci szukający nowych mieszkań, wybudowanych po 2010 roku, to głównie młodzi, dobrze zarabiający, lecz często zapracowani ludzie. Chcą zamieszkać w wykończonych lokalach w nowym budownictwie – mówi Magdalena Nowak. – Oczywiście jest grono zwolenników rynku pierwotnego. Doceniają możliwość urządzenia lokalu według własnego uznania.

Decyduje cena

Według Marcina Jańczuka osoby poszukujące mieszkania z rynku pierwotnego biorą też pod uwagę w miarę nowe mieszkania z rynku wtórnego. – W zależności od lokalizacji ceny takich mieszkań bywają zbliżone albo wyższe od cen lokali oferowanych przez deweloperów. To zwykle wyższe ceny powodują, że kupujący decydują się jednak na nowe lokale – ocenia Marcin Jańczuk. – W rzeczywistości oszczędność bywa złudna. Nakłady poniesione na dostosowanie nowego lokalu do zamieszkania mogą być w ostatecznym rozrachunku wyższe niż zakup mieszkania z rynku wtórnego, do którego można się od razu wprowadzić.

Sebastian Janicki twierdzi, że nowych mieszkań, ale już nie z puli dewelopera, poszukują osoby, które mają sprecyzowane oczekiwania i znają się trochę na rynku nieruchomości. – Zdają sobie sprawę, że nabędą lokal taniej niż w oficjalnej ofercie, a w przyszłości będą mogli uzyskać więcej ze sprzedaży. Lepsze położenie lokalu to również większe możliwości korzystnego ich wynajęcia – zwraca uwagę Sebastian Janicki.

A Jerzy Sobański opowiada, że ma w swojej ofercie 110-metrowe mieszkanie w stanie deweloperskim na osiedlu Marina, wybudowane w 2006 roku. Cena lokalu wraz z garażem to 950 tys. zł, co daje 9,3 tys. zł za mkw., a licząc bez garażu – 8,2 tys. zł. – Dla porównania, 107-metrowy lokal w inwestycji przy ul. Woronicza, oddalonej od Mariny o 500 metrów, kupimy za 8–12 tys. zł za mkw., zapewne plus garaż – wskazuje rzecznik WSPON. – 90-metrowe mieszkanie w budynku z 2008 roku na osiedlu Rakowiec jest wycenione na 8 tys. zł za metr.

A Marcin Jańczuk komentuje, że w ciągu ostatnich miesięcy ceny nowszego segmentu rynku wtórnego utrzymują się na podobnym poziomie i raczej nie widać przesłanek do ich spadków. – Właściciele mieszkań ponieśli konkretne wydatki remontowe, aranżacyjne, które wliczają w cenę ofertową – wyjaśnia dyrektor z Metrohouse. – Niełatwo więc negocjować ostateczną stawkę. Jednak tam, gdzie takich mieszkań jest szczególnie dużo (Wilanów, Białołęka), sprzedający muszą zdawać sobie sprawę, że sprzedają lokale na dość konkurencyjnym rynku.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.gawronska@rp.pl

Reklama
Reklama

Opinia

Joanna Lebiedź, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości

– Nowe mieszkania na rynku wtórnym nie są rzadkością. Niektóre dzielnice wręcz obfitują w takie nieruchomości. To pokłosie niegdysiejszego runu na pakietowe zakupy w dzielnicach, w których zainteresowanie nieruchomościami miało rosnąć, a co za tym idzie – miały rosnąć ceny. Dobrym przykładem na takie zakupy, a dziś wyprzedaży pakietów, jest Miasteczko Wilanów.

Są jednak i inne dzielnice, w których można znaleźć nowe, ale odsprzedawane z drugiej ręki mieszkania. Czasem są to lokale w stanie deweloperskim. Częściej jednak są już wykończone w całkiem niezłym standardzie. Nie ma jednak reguły co do rocznika tych mieszkań. Jednak z uwagi na przepisy podatkowe zdarza się, że inwestor odczekuje określony czas, aby uniknąć płacenia podatku od sprzedaży.

Nowy rynek wtórny, pomimo swojej „nowości", nadal pozostaje rynkiem wtórnym, a ten rządzi się zupełnie innymi prawami niż rynek typowo pierwotny. Zawsze będzie grupa klientów, dla których podstawowym warunkiem i oczekiwaniem wobec nieruchomości jest to, aby pochodziła z rynku pierwotnego sensu stricto. Ceny nowych mieszkań z drugiej ręki podlegają prawom, jakimi rządzi się rynek wtórny. Zależą od wielkości, lokalizacji i innych cech typowych dla wybranego segmentu.

—aig

Nieruchomości
Rejestr Cen Nieruchomości otwarty. Rynek bardziej przejrzysty, ale są hamulce
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Lublin, drony, obligacje. Interbud planuje ekspansję do nowych miast
Nieruchomości
Parki handlowe dojrzewają, galerie zyskują drugie życie
Nieruchomości
Francuscy inwestorzy zrzucili się na magazyn 7R w Polsce
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama