Choć zwykle ożywienie widać dopiero na wiosnę, to pierwsze miesiące tego roku pośrednicy uważają za bardzo dobre. Kupujących nie brakowało. A poszukiwaczy tzw. okazji – tym bardziej.
Jak oceniają agenci Metrohouse, niemal co czwarta transakcja, do jakiej doszło w tym roku za ich pośrednictwem, to zakupy inwestycyjne. Ze statystyk wynika, że poza największymi miastami w kraju inwestowanie w mieszkania jest popularne wszędzie tam, gdzie dobrze działają szkoły wyższe (np. w Olsztynie) oraz w lokalizacjach atrakcyjnych turystycznie (np. w Kołobrzegu).
W Warszawie największym zainteresowaniem cieszyły się w ostatnich tygodniach mieszkania dwu- i trzypokojowe. Najtańsze dwa pokoje były do wzięcia już za 200 tys. zł. Tyle płacono m.in. za niewielkie mieszkania na osiedlach z wielkiej płyty lub w starych budynkach wymagających remontu. Ale w stolicy nie brakuje też dwóch pokoi za więcej niż pół miliona złotych. Takie transakcje – jak podaje Metrohouse – zawierano w Śródmieściu i na Mokotowie.
Trzy pokoje, również pożądane przez inwestorów, często były kupowane w stolicy, jeśli kosztowały nie więcej niż 400 tys. zł (na ogół miały 48–58 mkw.).
Na zamknięcie transakcji sprzedający czekali średnio 137 dni. Ale są i tacy, którzy na wystawione lokum nie mogą znaleźć chętnego nawet dwa lata. Zazwyczaj powód jest ten sam: zawyżone ceny.
Takie oferty nie interesują inwestorów, którzy wiedzą, że im w lepszej cenie kupią lokal, tym stopa zwrotu będzie korzystniejsza. Szukają więc mieszkań w bardzo dobrych lokalizacjach, świetnie skomunikowanych i stosunkowo niedrogich – do remontu.
No i najlepiej takich, którym nie zagraża konkurencja, czyli w sąsiedztwie których nie powstanie ani nowy blok dewelopera, ani nie ma miejsca na ewentualny budynek BGK Nieruchomości. W ścisłym centrum – bez obaw.