Guterres przyleciał ponownie do Polski (był już na otwarciu szczytu COP24), by wywrzeć presję na jego uczestnikach, tak aby szczyt zakończył się podjęciem decyzji sprzyjających ograniczeniu tempa wzrostu średniej temperatury na Ziemi.
W czasie rozmów na szczycie pewna grupa krajów zadeklarowała już, że postawi sobie wyższe cele jeśli chodzi o politykę klimatyczną przed 2020 rokiem.
Niektórzy obserwatorzy zwracają jednak uwagę, że ponowne pojawienie się Guterresa w Katowicach jest sygnałem, iż jak dotąd nie osiągnięto znaczącego postępu w rozmowach na temat decyzji, jakie powinny być podjęte.
Guterres potwierdził to na konferencji prasowej podkreślając, że delegaci na szczyt powinni przyspieszyć tempo negocjacji i otworzyć się na możliwe kompromisy.
- Zmarnowanie tej okazji pozbawi nas największej szansy na zatrzymanie zmian klimatycznych - podkreślił Guterres. - To będzie nie tylko niemoralne, ale również samobójcze - dodał.
Na szczycie w Katowicach ma zostać przyjęty zbiór reguł, które muszą być wdrożone, aby osiągnąć cele stawiane przed sygnatariuszami porozumienia klimatycznego z Paryża.
Jednym z problemów jest to, by ustanowić zasady elastyczne na tyle, by nie nałożyć zbyt wielu ograniczeń na uboższe państwa.
Część uczestników szczytu chciałaby też, aby poszczególne kraje zwiększyły zobowiązania co do redukcji emisji CO2. W tej kwestii istnieje sojusz UE z Kanadą, Wielką Brytanią, Norwegią i wieloma małymi państwami wyspiarskimi. Jest to tzw. koalicja wielkich ambicji.