Kilka lat temu stado należące do jednego z rolników zbiegło - i odtąd wypasało się na okolicznych łąkach i polach. Przez ten czas rozrosło się do ok. 170 sztuk.
Również przez ten czas pozbawione było jakiejkolwiek opieki weterynaryjnej. Dlatego służby podjęły decyzję o wybiciu zwierząt. Stado zostało odizolowane na terenie gminy Ciecierzyce.
Czytaj także:
Ubój ma kosztować 350 tys. zł.
Przeciwni temu są organizacje praw zwierząt i osoby, które uważają, że za tę kwotę można krowy zbadać i zdecydować na tej podstawie, czy mogą dalej egzystować bez zagrożenia dla okolicznego bydła hodowlanego.
Znalazły się też osoby, które chciały krowy adoptować.
Starania i apele obrońców krów jak dotąd spełzały na niczym, mimo interwencji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dwukrotnie interweniował w tej sprawie u ministra rolnictwa. Informacja na ten temat znalazła się na facebookowym profilu Ratujemy krowy z Deszczna.
Decyzja o uboju krów wydawała się nieodwołalna. W tej chwili odizolowanego stada pilnują wolontariusze, którzy zmieniają się przy krowach nie chcąc dopuścić do ich uboju.
Pojawiło się jednak światełko w tunelu. W obronie krów wystąpiła głowa państwa.
"Minister Krzysztof Ardanowski oraz Główny Lek. Weterynarii Bogdan Konopka zapewnili mnie, że szukają szczęśliwego rozwiązania dla stada z Deszczna. Jestem pewien, że je znajdą, mimo, że przepisy UE nakazują zabić te zwierzęta. Polak potrafi! Trzymamy kciuki za stado z Deszczna" - napisał na Twitterze Andrzej Duda.