Marcin Rutkiewicz ze swoją Fundacją Sztuki Zewnętrznej od lat aktywnie wspiera polskich twórców. Na koncie ma współpracę przy festiwalach takich jak krakowski Art Boom. Był zaangażowany w wydanie pierwszego tak kompletnego albumu zatytułowanego „Polski Street Art". Teraz przyszedł czas na kolejny krok w rozwoju organizacji: powołanie do życia galerii, jakiej w naszym kraju jeszcze nie było. Przestrzeni, w której sztuka uliczna nie będzie wyglądała jak kwiatek przypięty do kożucha, jak to często bywa w czystych i sterylnych wnętrzach zagranicznych muzeów.
Wpisani w cegły
Wybór Fortu Bema może zaskakiwać. To obiekt zabytkowy, otoczony wodą, zielenią, z dala od ruchliwych tras Bemowa i Woli. W środku straszy odpadający tynk. Wystarczyło tu jednak wpuścić doświadczonych artystów, by przekonać się, że to miejsce dobre jak każde inne, a nawet lepsze.
Przez lata widniały tu głównie niecenzuralne wyznania, a poza kloszardami bywały tu jedynie pająki. Teraz jest inaczej.
W jednej sali wita nas pan w czarnym garniturze i meloniku. „Skandalista"? Ska, ska ska – odbija się echo od ścian. Jego strój nawiązuje do mody preferowanej przez artystów grających właśnie tę odmianę jamajskiej muzyki (pamiętają państwo Madness?).
W innym pomieszczeniu rozgościł się przedziwny skorpion, ni to organiczny, ni to mechaniczny, bardziej zadziwiający niż przerażający.
Ale galeria 40/40 (Forty/Forty) daje artystom znacznie więcej możliwości niż zwykła, płaska ściana. Tu mogą tworzyć instalacje przestrzenne i skwapliwie to wykorzystują. Autone i Pener zaproponowali geometryczną plątaninę czarnych taśm wyzierających z malowanych sprejem, opływowych form. A w ostatniej sali za sprawą NeSpoon zadomowiły się ćmy giganty umykające przed rozpiętą przy kominku koronkową (zupełnie dosłownie!) pajęczyną.
Strefa wolności
Próba pogodzenia spontaniczności i ulotności charakteryzujących street art z atmosferą galerii sztuki, w której prace artysty są dobrem chronionym, powiodła się. Na razie nikt nie zdewastował dzieł – no, może poza oderwaniem rąk panu Skandaliście, który teraz przypomina Wenus z Milo. Odwiedzający oglądają malowidła z zaciekawieniem. Podobnie incydentalni goście, jak grupy rekonstrukcyjne, które w niedzielę we wnętrzu 40/40 miały swoje zaplecze i... szatnię.
A galerię można zwiedzać całą dobę – nie ma kamer i alarmu. Wstęp jest darmowy. Artyści także mogą tu przyjść w dowolnym momencie i stworzyć kolejne murale. Gdy obecne się opatrzą, Rutkiewicz zaprosi kolejną grupę twórców, by zamalowali wnętrza na nowo.
I tak dzięki inicjatywie Fundacji Sztuki Zewnętrznej, wspartej przez Urząd Dzielnicy Bemowo, Fort Bema ma szansę ożyć i przyciągnąć nie tylko mieszkańców pobliskich osiedli. To przecież zaledwie kilka minut jazdy autobusem od metra Stare Bielany.
Czytaj życiewarszawy.pl