Zachwycony dawną siedzibą Lubomirskich i Potockich w Łańcucie postanowił zorganizować tam Dni Muzyki Kameralnej. Tym samym, podobnie jak za czasów księżnej Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej, muzyka ponownie zagościła w sali balowej łańcuckiej rezydencji.

Łańcucka impreza ewoluowała przez lata: zmieniła swoją nazwę, zmieniała formułę, zmieniali się jej dyrektorzy. Ale festiwal przetrwał pół wieku i w tym roku z młodzieńczą werwą Rosjanki Yulianny Avdeevej, Amerykanina Camerona Carpentera i wielu innych artystów wkracza w drugie półwiecze.

Miejsce stosowne do smakowania muzyki

Ewa Cisowska, architekt wnętrz z Krosna, i Marian Burda, prezes Elektromontażu Rzeszów, należą do grona tych, którzy towarzyszą festiwalowi od wielu lat. Kiedy byli jeszcze uczniami szkół muzycznych, zwożono je wraz z innymi autobusami na imprezę do Łańcuta.

– Te Dni Muzyki Kameralnej odbywały się bez wielkiej oprawy, bez prowadzących, bez udziału władz, ale były to fantastyczne spotkania dobrych muzyków polskich, a później europejskich z prawdziwymi melomanami – wspomina Marian Burda.

A Ewa Cisowska dodaje: – Ten zamek, architektura i to otoczenie stwarzają wspaniałą ramę dla muzyki. Można to tylko porównać do pięknej zastawy ze starej porcelany miśnieńskiej, na której podaje się różne dania. Podaje się dania główne, ale też przystawki i desery. Chodzi o to, aby cała uczta była wspaniała i godna tej zastawy. I tak właśnie jest podczas festiwalu w Łańcucie – mówi.

– Dla osoby takiej jak ja – prezentera muzycznego – udział w imprezie w Łańcucie zawsze był wielką nobilitacją. To jest jedno z najlepszych miejsc w Polsce, w którym można zapowiadać koncerty – opowiada Stefan Műnch, prezenter i krytyk muzyczny.

Wit Karol Wojtowicz Muzeum – Zamkiem w Łańcucie kieruje już ponad 20 lat. Jak mówi, to jedna z najpiękniejszych rezydencji arystokratycznych nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

– I jest to miejsce najbardziej stosowne do smakowania muzyki – podkreśla.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

A muzyka w łańcuckiej rezydencji obecna była od jej powstania. Największe zasługi należą się jednak księżnej Izabelli

z Czartoryskich Lubomirskiej, która z Łańcuta uczyniła istotny ośrodek kulturalny w Europie.

Zaczarowany świat Kaczyńskiego

– Do Łańcuta zjeżdżały wielkie gwiazdy polskiego i światowego blasku, ale gdy na początku lat 80. prowadzenie festiwalu przejął Bogusław Kaczyński, to on stał się jego największą gwiazdą – opowiada Andrzej Piątek, rzeszowski dziennikarz, który od lat opisuje łańcucką imprezę.

Swoim wyglądem, sposobem zachowania, sposobem bycia narzucił pewien styl melomanom łańcuckim i rzeszowskim, który panuje do dzisiaj. A Bogusław Kaczyński tak wspomina swoją dziesięcioletnią przygodę z festiwalem: – Pewnego dnia zadzwonił do mnie nieznany mi z imienia i nazwiska człowiek z Rzeszowa. Był to Tadeusz Ochyra i zaprosił mnie na rozmowę do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Byłem wielce zaskoczony – co też może chcieć ode mnie PZPR? Pojechał na rozmowę do rzeszowskiego KW PZPR i tam zaproponowano mu, by przejął kierownictwo Dni Muzyki Kameralnej, imprezy, która powoli chyliła się ku upadkowi. Nie wahałem się nawet sekundy, bo dla mnie Łańcut jest zaczarowanym miejscem – mówi Kaczyński.

Muzyczny raj w PRL

W tamtych siermiężnych czasach PRL było to coś w rodzaju raju. Zupełnie inna rzeczywistość otwarta na świat. Przyjeżdżało mnóstwo ludzi z Zachodu i Wschodu, a przede wszystkim wybitni artyści.

– Wówczas władze i elita rzeszowska zauważyły, że na festiwalu należy bywać. Pierwsze rzędy zajęte były przez wysokich dostojników ówczesnej władzy – wspomina Marian Burda.

Łańcut w czasach Bogusława Kaczyńskiego żył nie tylko muzyką. To były również spotkania i bankiety do białego rana. Wypijano przy tym mnóstwo szampana i słynnego łańcuckiego rosolisa przyrządzanego według receptury ordynata Alfreda Potockiego.

Po epoce Bogusława Kaczyńskiego przez kilkanaście lat festiwalem kierował Wergiliusz Gołąbek. Impreza zachowała niezwykle wysoki poziom artystyczny, choć były to już inne czasy i szczególnie trzeba było zabiegać o sponsorów. Adam Natanek, dyrektor artystyczny festiwalu w latach 1992 – 1998, podkreśla, że utrzymał formę programową zapoczątkowaną przez Kaczyńskiego, bo ona się sprawdziła.

Od czterech lat Muzycznym Festiwalem w Łańcucie kieruje Marta Wierzbieniec, która rok temu miała przyjemność obchodzić wraz z melomanami złoty jubileusz.

– Dzięki umiejętnej, różnorodnej polityce repertuarowej zawsze w Łańcucie było miejsce dla artystów wysokiej klasy światowej, a także dla młodych rozpoczynających karierę artystyczną. Było miejsce dla orkiestr kameralnych – zaznacza Stefan Műnch.

Impreza spełnia jednak nie tylko funkcję artystyczną.

– Festiwal jest doskonałą promocją ziemi łańcuckiej, Podkarpacia i Polski – mówi starosta łańcucki Adam Krzysztoń.

(W materiale wykorzystano wspomnienia z filmu „50 lat Muzycznego Festiwalu w Łańcucie" – Kancelarii Medialnej Media).