Przyszedł do mnie starszy o dwa lata kolega i rzekł tak:
– Powiedzieć, że mnie i mojego syna politycy nie interesują, to – jak zwykł mawiać polski pisarz, który ostatnio wydał powieść „Wiele demonów" – nic nie powiedzieć. Nie oglądamy ich i już. Czasami jednak któremuś z nich uda się do nas przemówić z ekranu telewizora.
– Jesteście niekonsekwetni – odpowiedziałem – patrząc na relację z Sejmu, gdy tymczasem znajomy robił, co mógł, żeby dać świadectwo prawdzie i naprawdę nie słuchać tego, co mówią ważni liderzy naszego życia politycznego.
– To prawda – przyznał kolega. – I właśnie w takiej sytuacji mój syn powiedział o jednym z naszych ministrów, że ma niezły flow. Wiesz, o co może chodzić?
– A flow, no jasne – rzucił z kolei mój syn, przechodząc ze swojego pokoju do kuchni. Dla nas to takie jasne nie było.
W Wikipedii pod tym hasłem zetknęliśmy się z postacią Mihalyego Csikszentmihalyiego. To nie żart. To psycholog węgierskiego pochodzenia. Zdefiniował stan uskrzydlenia, towarzyszący wykonywaniu skomplikowanych czynności. – Jak choćby czytanie jego nazwiska – pozwoliłem sobie na żart, wcale nie mając wrażenia, że przeżywam flow.
– Flow to płynne przejście między wersami, zgodne z beatem – w hip-hopie – rzucił mój syn.
– Cóż – powiedział mój kolega – może dożyjemy czasów, że raperzy będą posłami. Wtedy młodzież też będzie miała zabawę.