Reklama

Marzenia o flądrze z rusztu

Niewiele brakuje, by Wybrzeże latem zmieniło się w jeden ciąg smażalniano-gofrowo-lodowy

Publikacja: 03.07.2010 01:13

Smażalnia ryb w Kątach Rybackich

Smażalnia ryb w Kątach Rybackich

Foto: KFP, Wojtek Jakubowski WJ Wojtek Jakubowski

Red

Odpoczywający tu spracowany obywatel chętnie wrzuca na ruszt smażonego sandacza z frytkami, zakąsza rolmopsem po kaszubsku, zagryza gofrem z frużeliną (czyli czymś pomiędzy konfiturami i dżemem), a wszystko zalewa dwoma kufelkami piwa.

[srodtytul]Zaskoczenia[/srodtytul]

Moje pierwsze wspomnienia jedzenia to obrazek znad morza: kolejka, która stała w Dębkach po pepsi w butelkach lub lemoniadę w zgrzewanych foliowych woreczkach, lody bambino roznoszone na plaży i nieśmiertelna smażona flądra.

Po latach, już jako nieco rozwydrzony nastolatek, znów znalazłem się nad Bałtykiem. I – może to kwestia młodzieńczego nadużywania alkoholu – ale byłem wtedy mile zaskoczony pysznymi śledziami, świeżą rybką prosto z patelni, ciastami (ze zjawiskowym pleśniakiem na czele).

Całkiem niedawno na myśl o powrocie nad Bałtyk aż pogłaskałem się po brzuchu. Niestety, okazało się, że więcej nie znaczy lepiej, a drożej – smaczniej. Obawiam się, że obok plagi sinic grozi nam kulinarna katastrofa.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Zagęszczanie[/srodtytul]

Wiadomo, przede wszystkim ryba. W latach ubiegłych nasze rodzime flądry, śledzie i dorsze zostały wsparte importowaną rybą maślaną i pangą. Dziś ta ostatnia, konkurująca z dużo droższą solą, została niemal całkowicie wykreślona z jadłospisu (czarny PR ryby karmionej w ściekach Mekongu zrobił swoje).

Ostatnio odwiedziłem miejsce w Jastrzębiej Górze, gdzie kilka lat temu jadłem wybitną zupę rybną. Powiększyło się dwukrotnie, można tu kupić oprócz smażonych i wędzonych darów morza także kebaby i inne mięsa. W przyszłych latach dojdą zapewne gofry i lody z automatu. A zupa rybna, choć pełna ryb, jest dziś mizernym cieniem wywaru sprzed lat. Kiedyś gotowano ją na głowach i ościach, teraz jest zagęszczona mąką ziemniaczaną niczym krabowa zupa z wietnamskiej budki.

[srodtytul]Cierniki do zup![/srodtytul]

Osobna kwestia to z roku na rok rosnące ceny. Jest to niestety tendencja ogólnoświatowa. Na przełowionym Bałtyku widać, jak ryby jeszcze niedawno tanie – choćby dorsz – awansują na wyższą półkę.

Ale mamy ponoć (oprócz zanieczyszczenia środowiska) problem z dwoma rybimi chwastami – babką i ciernikiem, a ja zastanawiam się, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł smażenia we fryturze tych małych rybek. Dlaczego nikt nie próbuje z nich gotować zupy rybnej?

Reklama
Reklama

Podobno komuś udało się hodować krewetki w Bałtyku. A właściwie czemu nie można zjeść nad naszym morzem muli, czyli po naszemu omułków, które są masowo hodowanym mięczakiem – do tego stopnia, ze stały się narodowym daniem w Belgii.

[srodtytul]W rozmiarze XXL[/srodtytul]

Wiadomo: ceny nad naszym morzem jak w Monte Carlo. Turnus trwa często tylko tydzień, więc nie ma za dużo czasu, by wydrenować kieszeń spracowanego obywatela. Rozwiązanie? Wszystko w rozmiarze XXL.

Gorzej, gdy trafia się na naciągaczy. Bogu ducha winny człowiek zamawia rybę, a tu po chwili przynoszą mu półkilogramową porcję ociekającą tłuszczem. Choć na osłodę dodają misterną dekorację z kiwi, melona, truskawek i kiełków. Jakby kucharz był niespełnionym artystą garmażerem albo starał się wynagrodzić utopione w starym oleju frytki.

Na szczęście w każdym nadmorskim miasteczku można znaleźć miejsca, gdzie właściciele mają dar do gotowania.

Choćby U Ani w Chałupach. Niby zwykła budka przy drodze, ale na talerzu miła odmiana. Jadłospis klasyczny, czyli pomidorowa, mielone, surówka z kiszonej kapusty. Nikt tu nie dmie w dęty marketing w stylu: domowe pierogi (w końcu każdy z nas widział mrożonki z supermarketu).

Reklama
Reklama

[srodtytul]Modne zestawy[/srodtytul]

W ludzkiej naturze leży gloryfikowanie przeszłości, ale – doprawdy – dlaczego tak trudno dziś zamówić zwyczajne placki ziemniaczane z cukrem i kwaśną śmietaną?

Prosząc o naleśnik z serem, oczekujemy czegoś normalnego, od zawsze znanego. A tymczasem na talerzu piętrzy się zawijas z grubaśnego ciasta w modnym zestawie: fura bitej śmietany z owocami (stabilizator plus jakiś smak w stylu tiramisu), gałka lodów i syrop toffi w wielkich ilościach.

W naleśnikarniach królują crepy. Tylko dlaczego grubością przypominają frisbee? Z trudem udaje się je złożyć na ćwierć. Rozumiem – jak ktoś płaci 13 złotych, to na pocieszenie chociaż się zatka i nie powie, że właściciel żałuje mąki lub wody.

Nie lepiej sprawa ma się z goframi. Wszystko, czego próbowałem, okazało się mniejszą lub większą porażką.

Reklama
Reklama

Najgorsze w smaku są oczywiście te zrobione z gotowego ciasta. Do tego bita śmietana (rzadko dobra), paskudny dżem, owoce (z jakiego powodu głównie amerykańskie borówki?).

A gdyby coś tak prostego jak prażone jabłka z prawdziwą domową konfiturą?

Może Bałtyk nie jest najcieplejszym z mórz, ale plaże są wciąż piękne. A zamiast kebabów, pizz i hamburgerów wolałbym jeść zwyczajne dania rodem z rybackiej chaty (choć dziś już prawie nie ma kto gotować tych z kaszubskiej kuchni regionalnej). Nie da się ukryć – podejście do własnej kuchni obrazuje stosunek do własnej kultury.

A zagadką wciąż pozostaje, dlaczego przy olbrzymiej popularności grilla ryba z rusztu to nadal luksus nad Bałtykiem niedostępny.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama