Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Ukraiński kierowca został zatrzymany wczoraj przez policję po opuszczeniu szpitala. Dziś przez cztery godziny składał wyjaśnienia w prokuraturze.

- Podejrzany mówił, iż droga była ciężka, nie znał tej trasy, miał polecenie przekroczenia polsko-ukraińskiej granicy w Krościenku. Utrzymywał, że od kiedy zobaczył znak informujący o serpentynach na drodze, jechał z prędkością 50-60 km na godz., natomiast znaku o ograniczeniu prędkości do 30 km nie zauważył – poinformowała Beata Starzecka-Skrzypiec, wiceszefowa Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Do wypadku ukraińskiego autokaru doszło w piątek w nocy pomiędzy Leszczawą Dolną i Kuźminą. Na ostrym zakręcie pojazd wypadł z drogi, przebił bariery energochłonne, spadł z kilkunastometrowej skarpy w dół, a na samym końcu dachował.

Autokarem jechały 54 osoby, w tym dwaj kierowcy i pilot wycieczki. Wszyscy podróżni w wieku od 8 do 55 lat byli obywatelami Ukrainy.

Wycieczka ze Lwowa wyruszyła w piątek o godz. 17.00. Autokar, którym jechali Ukraińcy, wyprodukowano przed 2007 rokiem.

W wypadku zginęły trzy osoby, dwie kobiety oraz mężczyzna. Blisko 50 zostało rannych. Przewieziono ich do szpitali w Przemyślu, Sanoku, Ustrzykach, Jarosławiu, Lesku i Brzozowie. Policjanci ustalili, że kierowca autobusu był trzeźwy.

Jeszcze w sobotę prokuratura w Przemyślu otrzymała wstępną opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego, który przeprowadzał oględziny na miejscu tragedii. Według niej w miejscu, gdzie doszło do wypadku, obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h.

Z opinii biegłego wynikało, że kierowca przekroczył prędkość. Jechał z prędkością ok. 75 km/h.

Śledczy złożyli już do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie kierowcy na trzy miesiące. Prokuratorzy obawiają się, że mężczyzna mógłby uciec z Polski.