Reklama
Rozwiń
Reklama

Sprawdzają łącznika bandyty

Olsztyńska prokuratura bada, jaką rolę w sprawie mógł odegrać Grzegorz K., były szef SLD w Sierpcu

Publikacja: 12.04.2008 06:38

Na zdjęciu matka Krzysztofa Olewnika i jego siostra Danuta przed sądem w Płocku, który w marcu skaza

Na zdjęciu matka Krzysztofa Olewnika i jego siostra Danuta przed sądem w Płocku, który w marcu skazał porywaczy

Foto: Rzeczpospolita

Grzegorz K. to były starosta sierpecki i były dyrektor w PKN Orlen. Śledczy z Olsztyna sprawdzają jego związki ze sprawą uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika.

– Badamy wszystkie wątki dotyczące uprowadzenia, również i te związane z Grzegorzem K. oraz dwoma innymi osobami, które za pieniądze obiecywały rodzinie Olewników dostarczyć informacje o ich synu – potwierdza „Rz“ Cezary Kamiński, szef Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Nazwisko Grzegorza K. już kilka lat temu pojawiło się w sprawie uprowadzenia. Według relacji Włodzimierza Olewnika wiosną 2002 roku K. zaoferował pomoc i skontaktował go z Eugeniuszem D., ps. Gienek. Ten gangster z Sierpca miał pomóc w nawiązaniu kontaktu z porywaczami. „Gienek“ nie pomógł odnaleźć porwanego, wyłudził za to w sumie 160 tys. zł. Już na początek zażądał 40 tys. złotych „na obiad“.

W spotkaniach rodziny z bandytą z Sierpca brał udział Grzegorz K. W jego obecności Włodzimierz Olewnik przekazał „Gienkowi“ jedną z większych kwot pieniędzy za obiecaną pomoc. Działacz Sojuszu miał być swojego rodzaju gwarancją dla Olewników, że informacje od „Gienka“ nie są wyssane z palca. Gdy wiadomo było, że przestępca z Sierpca w odnalezieniu nie pomoże, Grzegorz K. zaoferował rodzinie kontakt z kolejnym człowiekiem, który może zdobyć informacje o uprowadzonym. Okazał się nim dziennikarz płockiej gazety. K. przekazał mu 30 tys. zł, które wziął od Włodzimierza Olewnika.

Warszawska prokuratura badająca porwanie Olewnika uznała, że zarówno „Gienek“, jak i lokalny dziennikarz to naciągacze, którzy nie mieli kontaktów z bandytami. Oskarżyła ich o oszustwo.

Reklama
Reklama

Grzegorz K. usłyszał tylko zarzuty nielegalnego posiadania amunicji i fałszywego dowodu osobistego, znalezionych podczas przeszukania w 2005 roku. Śledczy uznali, że nie ma związku z porwaniem.

Jednak – jak wynika z informacji „Rz“ – olsztyńscy śledczy podejrzewają, że jedna z tych dwóch osób: Eugeniusz D. lub Grzegorz K., rzeczywiście mogła mieć jakiś związek z porywaczami.

Dlatego prokuratorzy z Olsztyna badający zaniedbania w śledztwie ponownie analizują rolę obu mężczyzn w tej sprawie. Pod lupę wzięli też Andrzeja K., którego podesłał rodzinie detektyw z biura Krzysztofa Rutkowskiego.

Andrzej K. dostał od Olewników za informacje ponad 200 tys. zł i 149 tys. dolarów. Jak się okazało, także nie pomogły w odnalezieniu.– Grzegorz K. nie ma żadnego związku z porwaniem. Insynuacje o jego związku z tą sprawą są nieprawdziwe i głęboko krzywdzące – mówi „Rz“ prof. Piotr Kruszyński, obrońca K.

[ramka]

[srodtytul]Chciałem jedynie pomóc[/srodtytul]

Reklama
Reklama

[i]Grzegorz K., były działacz SLD, były dyrektor w PKN Orlen[/i]

[b]Rz: Skąd zna pan „Gienka”, który miał pomóc Olewnikom?[/b]

[b]Grzegorz K.:[/b] Pochodzę z Sierpca. To małe miasto, więc znam Eugeniusza D. Wiedziałem, że to niebieski ptak, ale nie to, że jest bandytą. Pomyślałem o nim, kiedy pan Włodzimierz Olewnik poprosił mnie o włączenie się w zbieranie informacji o synu. Ale D. sam się skontaktował z rodziną Olewników, ja tylko na prośbę pana Włodzimierza uczestniczyłem w spotkaniach.

[b]Był pan przy tym, jak „Gienek” brał pieniądze. Wiedział pan, skąd ma informacje?[/b]

Byłem na kilku spotkaniach. Pamiętam, że pan Olewnik jakąś sumę dał „Gienkowi” w mojej obecności, gdy siedzieliśmy w jego samochodzie. Nie wiem, czy informacje od D. były prawdziwe.

[b]Pośredniczył pan też w kontaktach z dziennikarzem.[/b]

Reklama
Reklama

Paweł K. zapewnił mnie, że dowie się czegoś o Krzysztofie od swoich informatorów. Przekazałem mu 30 tys. zł od pana Olewnika. Dziennikarz to potwierdził. Zaangażowałem się w pośrednictwo, bo chciałem pomóc. Innego celu nie było. Sugestie o tym, że jakikolwiek związek ze sprawą porwania miałem ja czy jacyś działacze SLD, są absolutnie nieprawdziwe.

[b]Skąd u pana w domu wzięła się amunicja?[/b]

Od lat jestem instruktorem strzeleckim, mam pozwolenie na broń. A te kilka sztuk amunicji po prostu gdzieś się zawieruszyło. Dowód osobisty kiedyś znalazłem i chciałem go zwrócić, ale rzuciłem w kąt i zapomniałem.

[i]rozmawiała Grażyna Zawadka[/i] [/ramka]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama