Reklama

Tony niemieckich odpadów trafiają na nasze pola

Za podrzucanie śmieci są wysokie kary, ale nikt ich nie egzekwuje

Publikacja: 06.05.2008 03:19

Tony niemieckich odpadów trafiają na nasze pola

Foto: Rzeczpospolita

W teorii przepisy o międzynarodowym obrocie odpadami są bardzo restrykcyjne. Za sprowadzanie bez zezwolenia odpadów niebezpiecznych można trafić za kratki nawet na osiem lat, a jeżeli ktoś działa nieumyślnie, to na dwa lata. A grzywny wynieść mogą od 50 tys. zł do nawet 300 tys. zł.

Tego, że wykrywane transporty to tylko niewielka część wwożonych do Polski śmieci, jest pewna kpt. Joanna Woźniak z łużyckiego oddziału Straży Granicznej. – Nie sposób zatrzymywać każdą ciężarówkę czy auto osobowe. To niezgodne z duchem Karty Schengen – uważa.

– Nasze patrole to nie policja śmieciowa. Kto wie, może warto taką powołać? – mówi płk Wojciech Lechowski, rzecznik komendanta głównego Straży Granicznej. Podkreśla, że w ramach tzw. Europejskich Akcji Inspekcyjnych, koordynowanych przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, wszystkie służby są zaangażowane w kontrolę przewozu odpadów: Straż Graniczna, policja, Służba Celna, Inspekcja Transportu Drogowego. Śmieci, które w Niemczech muszą być spalane, przywożą najczęściej polscy przedsiębiorcy prowadzący firmy handlujące odzieżą używaną czy artykułami motoryzacyjnymi.

W Jagodzinie pod Węglińcem wykryto kilkanaście ton zużytej folii w belach, którą przywiózł Polak prowadzący firmę. – Skierowaliśmy sprawę do prokuratury – mówi Leokadia Mazur z jeleniogórskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Za spalanie odpadów w Niemczech trzeba płacić około 220 euro za tonę. W Polsce można składować je już za ok. 100 zł za tonę. – Różnica nie jest tak duża, aby niemieckim firmom opłacało się eksportować odpady do Polski, szczególnie że dyrektywy unijne nakazują prowadzenie utylizacji maksymalnie blisko miejsca ich wytworzenia – przekonuje Matthias Vogel z firmy Veolia Umweltservice.

Reklama
Reklama

Ale śmieci często trafiają do stodół mieszkańców przygranicznych wsi. – Niektórzy sprzedają je za złotówkę od worka, a ludzie sądzą, że oprócz tanich ubrań będą nimi palić w piecach – dodaje Leokadia Mazur.

Kolejny problem to odpady wwożone w autach osobowych przez Niemców, którzy robią zakupy w przygranicznych miejscowościach.

Gmina Lubań leżąca 25 km od granicy musiała zwiększyć w tym roku budżet na usuwanie dzikich wysypisk o 30 proc. – Ale to nie tylko niemieckie śmieci – zastrzega Marian Bokłak, kierownik referatu ochrony środowiska w Urzędzie Gminy. – Ceny wywozu wzrosły z 13 do 22 zł, więc i nasi mieszkańcy wyrzucają je nielegalnie.

z.j.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama