Wcześniej wrocławskie sądy nie dopatrzyły się w działaniach dyr. Gucwińskiego celowego zamiaru krzywdzenia misia. Wcześniej z tego powodu sprawę dwukrotnie umorzyła prokuratura.

Sąd Najwyższy uwzględnił w poniedziałek kasację od dwóch wyroków uniewinniających Gucwińskiego. Uznał, że źle zinterpretowano przepisy ustawy o ochronie zwierząt.

SN podzielił interpretację fundacji VIVA, która złożyła kasację, że już samo umieszczenie zwierzęcia w ciasnym pomieszczeniu wyczerpuje znamiona znęcania się.

- Po tendencyjnych wyrokach we Wrocławiu wreszcie mamy prawidłowe spojrzenie na ustawę o ochronie zwierząt - cieszy się Cezary Wyszyński, prezes fundacji VIVA. Mec. Stanisław Legięć, obrońca Gucwińskiego: - Szanuję ten wyrok, choć w mojej ocenie kłóci się on z kanonami prawa karnego, gdzie w wielu przepisach mówi się, że o przestępstwie przesądza zamiar bezpośredni. W wypadku mojego klienta liczne dowody oraz dwa wyroki pokazują, że tak nie było.

[srodtytul]Uratował czy dręczył? [/srodtytul]

Sprawa dotyczy przetrzymywania brunatnego niedźwiedzia tatrzańskiego z pomieszczeniu przez 8 lat, bez umożliwiania mu wyjścia na wybieg. Mago trafił do wrocławskiego ZOO w 1991 roku.

- Spełniłem prośbę Ministerstwa Środowiska, bo Mago, jego matce i siostrom groziło odstrzelenie - wspomina Gucwiński. - Uratowałem im życie. Gdyby nie moje dobre serce, skóra Mago leżałaby teraz przed kominkiem u jakiegoś dygnitarza a ja miałbym święty spokój.

Gdy Mago kilka lat później pokrył swą siostrę na wrocławskim wybiegu, trafil do bunkra. - Wybudowanego przed wojną właśnie dla niedźwiedzi - podkreśla Gucwiński i tłumaczy dlaczego nie chciał go wysterylizować. - To ostatni reproduktor jeśli chodzi o linię tatrzańską.

Prezes Wyszyński odrzuca ten argument: - Dyr. Gucwiński przez tyle lat nie użył Mago do reprodukcji. Były dyrektor wrocławskiego ZOO jest rozżalony poniedziałkowym wyrokiem. - Taka nagroda za 50 lat ratowania zwierząt - Gucwiński przekonuje, że warunki dla misia nie były wcale złe a mimo usilnych zabiegów na stworzenie dlań wybiegu, władze Wrocławia nie dawały na to wielokrotnie obiecanych pieniędzy. - A teraz fundacja nękając mnie chce się wypromować na znanym nazwisku - zauważa.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

[srodtytul]Niedźwiedzia przysługa władz Wrocławia [/srodtytul]

Prezes Wyszyński zapewnia, że fundacja nie urządziła wendetty na Gucwińskim. - Mówiąc o obiektywnych trudnościach sam wykreował tę sytuację, bo nie zadbał choćby o to, by Mago trafiał na wybieg na przemian z innymi misiami. Dopiero po 6 latach uwięzienia Mago zaczął szukać dla niego miejsca w innym ogrodzie zoologicznym.

Dziś Mago znów jest na wybiegu z innymi niedźwiedzicami. - Nowy dyrektor dostał pieniądze od miasta a Mago ubezpłodnił bezpowrotnie zamykając cenną linię tatrzańską - obrusza się Hanna Gucwińska, żona b. dyrektora. - Po 15.00 wszystkie niedźwiedzie trafiają do kazamatów znacznie ciaśniejszych od pomieszczenia, w którym był Mago. Dlaczego te skandaliczne fakty nie obchodzą działaczy fundacji VIVA?

- Bo to nieprawda - odpowiada prezes VVIY. - Tych niedźwiedzi jest mnóstwo, zwłaszcza po stronie słowackiej. Naszym zdaniem dyr. Gucwiński mógł wysterylizować Mago.

Argument, że władze Wrocławia wpędziły b. dyrektora ZOO w pułapkę i są współodpowiedzialne za tę sytuację, działacze fundacji VIVA uważają za nietrafiony. - Nie chcemy by sąd zrobił Gucwińskiemu to, co on zrobił misiowi - mówi prezes Wyszyński. - Ale uznanie jego winy będzie ważnym sygnałem jak należy interpretować ustawę o ochronie zwierząt, która dotyczy innych polskich ogrodów zoologicznych.