Zazwyczaj nie przyciągają naszej uwagi, nie poruszają naszych sumień. To się na chwilę zmienia, gdy się dowiadujemy, że kilkudziesięciu ludzi nie dopłynie już do żadnego z brzegów. Wtedy rozpoczyna się rozpamiętywanie win – kto co zaniedbał, kto czego nie zrobił, nie zapłacił, nie dostrzegł człowieka w biednym Afrykaninie.
Tym razem w śródziemnomorskich wodach zginęło aż kilkuset nielegalnie przemycanych imigrantów, dlatego sprawa tak szybko nie zniknie z debat polityków i rozważań obywateli państw unijnych.
Wszyscy wiedzą, że trzeba coś zrobić. Europejczycy o wrażliwym sercu będą zapewniali o swoim pełnym oddaniu sprawie nielegalnych imigrantów z Afryki. Udzielanie im na długie lata gościny chyba jednak nie stanie się zjawiskiem masowym.
Niewrażliwi powiedzą, że Europa, zwłaszcza kraje południa, do których przybijają imigranci, przeżywa niestety kryzys, co, delikatnie mówiąc, nie sprzyja wytwarzaniu dobrej atmosfery wobec przybyszów z biednych regionów świata. Masa młodych Europejczyków nie ma pracy i zapewne mieć nie będzie. Przybysze są rywalami w walce o najważniejsze dobro – zatrudnienie.
Między stanowiskiem wrażliwych i niewrażliwych państwa unijne powinny odnaleźć odpowiedź na pytanie, co robić.