Estera Flieger podkreśla, że udział w szkoleniu nie był dziennikarskim eksperymentem, lecz świadomą, prywatną decyzją. Jak mówi, chciała zdobyć podstawowe umiejętności przydatne nie tylko w razie wojny, ale również podczas katastrof naturalnych czy blackoutu. – Nie był to mój zawodowy cel, tylko moja prywatna inicjatywa, moja prywatna chęć – deklaruje dziennikarka. Jej zdaniem nawet krótki kurs daje więcej niż całkowity brak przygotowania.
Jednym z najmocniejszych punktów szkolenia okazały się zajęcia z ratownikiem pola walki. To właśnie tam uczestnicy poznawali zasady tamowania krwotoków i używania opaski uciskowej, a wiedza przekazywana była również na podstawie doświadczeń z wojny w Ukrainie. – To było naprawdę bardzo ciekawe – Estera Flieger przyznaje, że właśnie ta część najmocniej uświadomiła jej, jak ważna może być szybka i właściwa reakcja w sytuacji zagrożenia.