Rzeczpospolita: Poznaliśmy wyniki tegorocznych matur. Najgorzej wypadła wiedza o społeczeństwie (WOS) – średni wynik z poziomu rozszerzonego to 26 procent, podstawowego – 30 procent. Przedmiot ten nie był obowiązkowy. Na zdawanie go uczniowie decydowali się dobrowolnie. O czym więc świadczą takie wyniki?

Tymoteusz Zych: Pamiętajmy, że dotyczą one osób, które były przygotowywane do matury według nowej podstawy programowej. Spadek o kilkadziesiąt procent w stosunku do zeszłego roku nie świadczy o drastycznym obniżeniu poziomu wiedzy, lecz o wadliwej konstrukcji egzaminu, który nie odpowiada treściom w części podręczników. Poza tym zmienił się sposób oceniania. Do tej pory funkcjonował, słusznie zresztą krytykowany, klucz analityczny – trzeba było udzielać odpowiedzi przewidzianej przez autora, teraz przyjęto klucz holistyczny – odpowiedzi są formułowane rodzajowo, np. prawidłową odpowiedzią na pytanie dotyczące bezrobocia było wymienienie jego przyczyn i negatywnych skutków. Problem polega na tym, że egzaminatorzy nie zostali do tego należycie przygotowani.

Dlaczego?

Zwiększyła się liczba godzin i objętość podręczników do wiedzy o społeczeństwie na poziomie rozszerzonym, ale książki zawierają istotne błędy merytoryczne, pojawiają się też treści o charakterze ideologicznym. Przykładowo według niektórych podręczników prawa człowieka nie są przestrzegane w krajach, w których nie dopuszcza się aborcji na szeroką skalę.

Mówi się, że młodzi ludzie są coraz mniej świadomi swojej roli w społeczeństwie. Podziela pan tę opinię?

Wymagamy od młodych ludzi wiedzy, której oni nie mieli nawet szansy przyswoić. Pamiętajmy, że program poziomu podstawowego został zredukowany do kilku zdawkowo ujętych zagadnień związanych z historią idei praw człowieka i nauki załatwiania spraw urzędowych, np. złożenia wniosku o dowód osobisty. Tego wymaga podstawa programowa.

Co w takim razie wie absolwent liceum o Polsce i świecie?

Przez ostatnie dziesięć lat egzamin maturalny zmuszał uczniów i nauczycieli do powielania informacji z książek zamiast do ich analizowania. Dziś zbiera to swoje żniwo. Program nie pomaga w myśleniu o państwu i społeczeństwie, nie zmusza do rozumienia procesów społecznych. Z liceum wypuszczamy obywatela, który będzie umiał pójść do urzędu, wyrobić dowód osobisty i wypełnić zeznanie podatkowe. Będzie znał kilka luźnych haseł dotyczących międzynarodowych aktów ochrony praw człowieka. Ale nic poza tym. Tymczasem WOS miałby sens, gdyby uczył odpowiedzialności obywatelskiej. Powinien też uczyć krytycznej analizy otaczających nas zjawisk, a przede wszystkim myślenia.