Mężczyzna z Łodzi po powrocie do kraju założył agencję reklamową, jednak nie odniósł sukcesu i postanowił otworzyć pierwszy stacjonarny sklep z dopalaczami - Smartszop.

Wtedy stało się o nim głośno. Media w 2010 roku po raz pierwszy pisały o "królu dopalaczy".

Jak czytamy na stronie Gazety Wyborczej, Dawid B. rozpoczął z 10 tys. zł pożyczonymi od znajomego. Biznes szedł mu na tyle dobrze, że zrezygnował ze sprzedaży sprowadzanych przez internet specyfików i rozpoczął produkcję własnych.

W niecały rok kupił mieszkanie w najbardziej ekskluzywnym apartamentowcu w Łodzi, dwa samochody porsche i mieszkanie na Lazurowym Wybrzeżu. Mówił, że zarabia pięć milionów rocznie.

Jak przedstawia Dawida B. prokuratura? "Urodzony w Łodzi, z wykształceniem średnim, bez zawodu, będący na utrzymaniu rodziny". Grozi mu do 8 lat więzienia za "sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób przez produkcję i sprzedaż dopalaczy". Za rozbój, usiłowanie wymuszenia rozbójniczego i pozbawienie wolności - do 12 lat.

Niedługo ruszy jego proces.

Więcej na ten temat przeczytasz na stronie Gazety Wyborczej

Czytaj także:

Państwo przegrało z dopalaczami - komentarz Tomasza Pietrygi

„Rzeczpospolita" dotarła do jednego z dilerów dopalaczy. W rozmowie kreśli on obraz bezkarności handlarzy i niemocy państwa w walce z nimi. Mówi także o "królu dopalaczy"

Firmy handlujące dopalaczami masowo nie płacą kar nakładanych przez inspekcję sanitarną. Ta nie jest w stanie ich przymusić: ściąga niecałe 3 proc. orzeczonych sum.