Do tragicznego zdarzenia doszło w piątek. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na oddziale terapeutycznym doszło do konfliktu między dwoma więźniami z jednej celi, a potem bójki. W jej trakcie młodszy z więźniów uderzył w głowę niespełna 70-latka. Cios był bardzo silny, że spowodował zgon więźnia.

Zakrwawionego mężczyznę znaleźli strażnicy podczas porannego obchodu i wydawania leków. Mężczyzna leżał na ziemi. Nie dawał znaku życia. Strażnicy zaczęli go reanimować w celi, wezwali też lekarza, a ten potwierdził zgon więźnia.

- Prokuratura w Wołowie prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa więźnia. Ze współosadzonym prowadzone są czynności. Nie mam informacji, czy przedstawiono mu już zarzut zabójstwa. Mamy czas do jutra rana – informuje "Rzeczpospolitą" Małgorzata Klaus, rzecznik wrocławskiej Prokuratury Okręgowej.

Przyznaje też, że na razie motyw zbrodni na razie nie jest znany. Z nieoficjalnych informacji wynika, że pomiędzy oboma więźniami już od dłuższego czasu dochodziło do konfliktów. W przyszłym tygodniu zostanie przeprowadzona sekcja zwłok zabitego mężczyzny, która ma wyjaśnić dokładną przyczynę zgonu.

Zabójstwa w polskich więzieniach to sprawy niecodzienne. Do najgłośniejszego mordu doszło pięć lat temu, gdy ówczesny dyrektor zakładu karnego w Sztumie podpułkownik Andrzej G. zadźgał nożem 66-letniego więźnia. Wszedł do celi, gdzie siedział mężczyzna. Wyprosił na korytarz drugiego więźnia i rzucił się z nożem na tego, który został w pomieszczeniu. Po zbrodni poprosił podwładnych, by wezwali policję.

Dyrektor przyznał się do zbrodni. Ostatecznie jednak nie odpowiedział za nią, bo biegli uznali, że w momencie zabójstwa był niepoczytalny.