Opada powoli kurz po zamachach w Paryżu i zaczyna się wyłaniać zarys interesów, jakie można ugrać na tych atakach. Na czele interesantów kroczy Rosja, która pomimo zatargu o dostawę okrętów typu Mistral w pełni solidaryzowała się z Francuzami. Jeśli Moskwa dobrze poprowadzi tę grę, może nad głowami Polaków zdobyć polityczne przyczółki w UE i uzyskać złagodzenie polityki europejskiej wobec agresji na Ukrainę.
Zamachy pozornie nie mają nic wspólnego z wojną w Donbasie, ale faktycznie są z nią ściśle powiązane, ponieważ przebudowują europejską szachownicę bezpieczeństwa. W efekcie w perspektywie długoterminowej główną ofiarą ataku może się okazać wcale nie Francja, ale Ukraina i państwa wschodniej flanki UE i NATO, w tym Polska.
Rosja ma Zachodowi sporo do zaoferowania w walce z terroryzmem. Przede wszystkim doświadczenie. Toczy wszak wciąż walkę z dżihadystami na północnym Kaukazie, pomaga państwom środkowoazjatyckim w zwalczaniu skrajnego islamizmu. Współpracowała też z Amerykanami, udostępniając im korytarze powietrzne dla dostaw wojskowych do Afganistanu, a nawet lądowe, kiedy w 2013 r. talibowie zablokowali drogi z Pakistanu.
W walce z terroryzmem Rosja może pomóc Zachodowi. A Polska będzie miała problem
W Syrii i Iraku, podobnie jak w Afganistanie i Pakistanie, walczą także ochotnicy z samej Rosji oraz państw środkowoazjatyckich, Moskwa monitoruje tę aktywność. Nawet swoje wsparcie dla reżimu Assada w Damaszku Kreml przedstawia właśnie jako wojnę z terroryzmem. Nie bez racji, bo syryjski reżim – choć sam niebywale brutalny – toczy wszak boje z Państwem Islamskim i podległym Al-Kaidzie frontem Nusra. Wreszcie, co najważniejsze w tej układance, islamski terroryzm jest zagrożeniem dla samej Rosji, o czym się już nieraz boleśnie przekonała. Kreml może zatem mówić o wspólnocie zagrożenia z Zachodem, a nic tak nie łączy jak wspólny wróg.