Nad tą sprawą policjanci pracowali przez 1,5 roku. W lipcu 2013 roku rodzina 57-letniego mieszkańca Gdyni zgłosiła jego zaginięcie.
Dwa miesiące później w lesie w gdyńskim Wiczlinie znaleziono zwłoki mężczyzny. Jedna ze spacerujących po terenie osób zauważyła wystającą z ziemi ludzką nogę. Wezwała policję.
Przy zwłokach, które były w stanie daleko posuniętego rozkładu nie było dokumentów, ale po kilku tygodniach policja na podstawie badań ustaliła tożsamość ofiary. Sekcja wykazała, że mężczyzna został zamordowany i to zaraz po zaginięciu.
Funkcjonariusze mieli kilka tropów i hipotez, ale przez długi czas nie mogli rozwiązać tej sprawy. - Już traciliśmy nadzieję, że uda się ją zakończyć. Ale otrzymaliśmy pewną informację, która spowodowała przełom w piątek – mówi kom. Michał Rusak, rzecznik gdyńskiej policji. Nie zdradza jednak co to była za informacja.
Jeszcze w piątek policjanci zatrzymali dwóch młodych mężczyzn w wieku 19 i 20 lat podejrzanych o tę zbrodnię. Jednego z nich wyprowadzili ze szkoły. Obaj mieszkali niedaleko miejsca ukrycia zwłok.
Obaj zatrzymani usłyszeli już zarzut zabójstwa wspólnie i w porozumieniu. Jak ustaliła policja napadli na mężczyznę, by go obrabować. Brutalnie skatowali, a potem ciało zakopali w pobliskim lesie. Ofierze skradli kilkanaście złotych. To był motyw tej zbrodni.
W chwili zbrodni sprawcy mieli 17 i 18 lat. Policja nie zdradza czy mężczyźni przyznali się do winy, ani co powiedzieli podczas składania wyjaśnień.
W gdyńskim sądzie jest już wniosek prokuratury o areszt dla obu podejrzanych o zabójstwo. Będzie rozpatrzony jeszcze dzisiaj. Sprawcom grozi kara nawet dożywotniego więzienia.