Były prezes Amber Gold Marcin P. i jego żona zostali oskarżeni o oszukanie 19 tys. osób na blisko 851 mln zł. Niebawem okaże się, kto poprowadzi proces, bo sąd w Gdańsku, do którego wpłynął akt oskarżenia, chce się wyłączyć ze sprawy, aby uniknąć zarzutów o brak obiektywizmu.
Materiał, jaki zebrała łódzka prokuratura, jest potężny: 16 tys. tomów akt, 9 tys. stron aktu oskarżenia i grono świadków, które przyprawia o zawrót głowy: 20 tysięcy osób. Gdyby przesłuchiwać je wszystkie, proces utknąłby na lata.
Jest szansa, że tak nie będzie: śledczy uznali, że przed sądem wystarczy przesłuchać tylko niecałe pół tysiąca.
– Uważamy, że niezbędne jest bezpośrednie przesłuchanie przed sądem jedynie tych świadków, którzy są w stanie odtworzyć m.in. mechanizmy działania piramidy finansowej, jaką była Amber Gold. Dlatego wnioskujemy o przesłuchanie 423 osób – pracowników spółki – mówi prok. Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Ich nazwiska prokuratura wskazała w akcie oskarżenia, jaki w czerwcu trafił do sądu. Kto jest w blisko półtysięcznym gronie?
Pracownicy Amber Gold różnych szczebli. Zarówno ci, którzy pracowali w gdańskiej centrali spółki, jak i w jej oddziałach terenowych rozrzuconych w kraju. Co ciekawe, 17 wskazanych do przesłuchania w sądzie to pracownicy, ale i jednocześnie pokrzywdzeni – także zainwestowali i stracili własne pieniądze w piramidzie finansowej.
Co z pozostałymi świadkami, z których ok. 19 tys. ma status pokrzywdzonych?