Reklama

Przyjaciółka Durczoka przerywa milczenie

- Najgorsze były zdjęcia. Na fotografiach była moja bielizna. Obok pornografia i seks zabawki. Poczułam, że odarto mnie z wszelkiej godności - mówi Elżbieta Wycech, przyjaciółka Kamila Durczoka.
Elżbieta Wycech. Po aferze z Kamilem Durczokiem wyjechała z Polski

Elżbieta Wycech. Po aferze z Kamilem Durczokiem wyjechała z Polski

Foto: youtube

Kobieta była w wynajmowanym apartamencie na warszawskim Mokotowie razem z byłym szefem "Faktów", gdy właściciele lokalu wezwali policję.

Na zdjęciach z mieszkania, które zrobił  później właściciel, a które trafiły do mediów, widać było erotyczne gadżety, dmuchane lalki i biały proszek. Później okazało się, że były to narkotyki.

Po roku medialnej ciszy Elżbieta Wycech opowiedziała tygodnikowi „Newsweek" jak poradziła sobie z całą sytuacją, co straciła i dlaczego musiała wyjechać z Polski.

Wspominała, że zanim zobaczyła tygodnik „Wprost", ze słynnymi już zdjęciami, to już dzwonili do niej dziennikarze tabloidów.

- Pytali: czy handluję narkotykami, czy jestem kochanką Kamila albo prostytutką. Przestałam odbierać. W końcu zadzwonił przyjaciel, przeczytał mi ten artykuł, a ja słuchałam i płakałam. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę – opowiadała Wycech.

Reklama
Reklama

Tłumaczyła, że apartament w którym odwiedził ją były szef "Faktów" wynajmowała firma, w której pracowała - i to ona zalegała z czynszem. Kamil Durczok odwiedził ją, bo się znali.

Mieli pecha. Tamtego dnia  odwiedziła ją właścicielka lokalu, domagając się zaległego czynszu. Wycech tłumaczyła jej, że to nie ona wynajmuje apartament i odesłała kobietę do siedziby firmy.

Ta wyszła, ale niedługo potem wróciła. Choć w środku był Durczok, nikt nie otworzył jej drzwi. Dlatego właścicielka wezwała męża, a ten policję, która spisała Wycech i dziennikarza.

Przyjaciółka Durczoka musiała opuścić lokal. Nie mogła niczego zabrać. - Nie mam pojęcia, skąd tam się wziął biały proszek - relacjonowała tygodnikowi.

Zdradziła, że kiedy policja była w mieszkaniu weszła do różnych pomieszczeń, obejrzała je i nie zauważyła niczego podejrzanego

Przyjaciółka Durczoka podkreśliła, że badania DNA, którym poddała się razem z Kamilem, jednoznacznie wykazały, że nie było tam ich śladów.

Reklama
Reklama

Wyjaśniła też, że gumowe lalki i inne erotyczne gadżety były w mieszkaniu od zabawy sylwestrowej. - Przynieśli je moi znajomi, dla żartu. Jedna lala siedziała w kącie, druga wisiała na suficie. Było zabawnie i to wszystko – tłumaczyła.

Wspominała, że właściciel mieszkania już po jej wyrzuceniu zagroził, że jeśli nie zapłaci zaległego czynszu, to „zrobi z niej gwiazdę wszystkich tabloidów". – Nie chciałam płacić za mieszkanie, bo nie ja byłam stroną – tłumaczyła Elżbieta Wycech.

Zdradziła, że po tej aferze odwróciła się od niej część rodziny i znajomych. Straciła też szansę na nową pracę. - Dyrektor firmy, do której przechodziłam, wezwał mnie na rozmowę. Powiedział, że nie możemy podpisać umowy do wyjaśnienia całej sprawy. Nie miałam złudzeń, co to oznacza – wspominała.

Zdradziła, że rok temu była wrakiem człowieka, straciła stabilność finansową, musiała prosić o pomoc rodziców. - Byłam na pograniczu załamania nerwowego. Dostałam propozycję wyjazdu do Niemiec. Uznałam, że nie chcę żyć w tym bałaganie, pojechałam – mówiła. Tam znalazła pracę i narzeczonego. - Z całego serca chciałabym wrócić do Polski. Na razie jeżdżę tam tylko na procesy sądowe - podsumowała.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
wystawa
Fotografie burmistrzów za 23 tys. zł. „To autopromocja jednego samorządowca”
Kraj
Weekend pod znakiem słońca. Czy po nim wrócą dwucyfrowe mrozy?
Materiał Partnera
O magii spełniania marzeń
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama