Kobiety, bojąc się kolejnych napaści i gwałtów, nie zdecydowały się na zgłoszenie do szpitala. Pomocy udzielono im dopiero po dwóch tygodniach.
Lekarze bez Granic udzielili pomocy 10 ofiarom gwałtu do jakiego doszło niedaleko Kiriwiri po uprowadzeniu kobiet z ich wioski.
Wiele kobiet nie poprosiło jednak lekarzy o pomoc, ponieważ obawiały się, że - jako ofiary gwałtu - będą stygmatyzowane przez lokalną społeczność.
- Niektóre były w szoku, inne paraliżował strach, nie były w stanie mówić o tym, co je spotkało. Część ofiar miała otwarte rany na ciele zadane im ostrymi narzędziami - relacjonowała Soulemane Amoin, położna, która udzielała pomocy kobietom.
- To było straszne. To złamało mi serce - dodała.
Republika Środkowej Afryki pogrązyła się w chaosie po tym jak muzułmańscy rebelianci obalili prezydenta Francoisa Bozize'a w 2013 roku. W kraju doszło wówczas do fali starć między bojówkami muzułmańskimi i chrześcijańskimi. Mimo pojawienia się w RŚA sił pokojowych ONZ w kraju wciąż dochodzi do starć wrogich bojówek.
Lekarze bez Granic nie wiedzą jaka bojówka napadła na kobiety z Kiriwiri.
Organizacja podaje, że prowadzony przez nią szpital w Bossangoa udzielił od września pomocy 56 ofiarom gwałtu - wcześniej, przez osiem miesięcy 2017 roku takich ofiar zgłosiło się do szpitala 13.
Co miesiąc Lekarze bez Granic udzielają też pomocy ok. 300 ofiarom gwałtu i napaści seksualnych w swoim głównym szpitalu w RŚA, w stolicy kraju Bangui.