Tyle krajów wymienili obrażeni na Kreml najemnicy w pozwie złożonym przeciwko Rosji w Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze. Oskarżają w nim swoją ojczyznę o pozbawienie ich „wsparcia ekonomicznego i rehabilitacyjnego oraz prześladowania na podstawie ustawy zakazującej najemnictwa".
Decyzja o napisaniu pozwu zapadała na zjeździe rosyjskich organizacji weteranów wojskowych, do których coraz częściej wstępują (lub zwracają się) kombatanci „prywatnych wojen". Powołując się na dane od nich, jak i ich rodzin Jewgienij Szabajew z Ogólnorosyjskiego Związku Oficerów twierdzi, że „straty na tych wojnach liczą setki zabitych".
Mimo że formalnie zostali zwerbowani przez prywatne firmy wojskowe i ochroniarskie, skarżący się Hadze zwracają uwagę, że ich pracodawcy „podpisują międzynarodowe umowy o eksploatacji złóż złota i ropy oraz otrzymują odpowiednie koncesje w rezultacie negocjacji międzyrządowych".
Do tej pory wiadomo było jedynie, że w Republice Środkowoafrykańskiej rosyjskie firmy należące do bliskiego Kremlowi Jewgienija Prigożina otrzymały koncesje na złotonośnych terenach. To właśnie on jest właścicielem największej „prywatnej kompanii wojskowej" – CzWK Wagner. Pojawiały się również niepotwierdzone informacje o zdobyciu przez niego koncesji w Sudanie. Objęty międzynarodowymi sankcjami prezydent tego kraju (mającego złoża ropy naftowej) Omar al-Baszir kilkakrotnie odwiedzał Moskwę, szukając tam wojskowego wsparcia.
W zeszłym miesiącu widziano też Prigożina na Kremlu w czasie wizyty jednego z libijskich przywódców Chalify Haftara, który kontroluje pola naftowe.
Do krajów, w których walczą rosyjscy najemnicy, agencja Bloomberg dodaje kolejne państwa afrykańskie, gdzie pojawiają się rosyjscy „doradcy polityczni" i specjaliści od kampanii wyborczych. Mieli na przykład pomóc wygrać wybory prezydentowi Zimbabawe (gdzie znajdują się kopalnie złota) Emmersonowi Mnangagwie. Zawitali też na Madagaskar, do Gabonu i Konga – krajów, gdzie właśnie odbyły się lub wkrótce odbędą się wybory. Grupy „specjalistów" miały być opłacone właśnie przez Prigożina. W zamian za „doradztwo polityczne", obietnicę dostaw rosyjskiej broni czy zapewnienie bezpieczeństwa rządzącym (co już robi na przykład w Burundi kolejna firma rosyjskich najemników – Patriot) domaga się koncesji na wydobycie surowców mineralnych.
Ponadto silne polityczne wpływy Moskwa zachowała w państwach dawniej będących sojusznikiem ZSRR, na przykład Angoli czy Mozambiku. W sumie w orbicie zainteresowań Kremla – niezależnie, czy reprezentowanego przez oficjalne instytucje, czy Jewgienija Prigożina – jest 20 afrykańskich państw.
Brukselski think tank Europejska Rada Polityki Zagranicznej zwrócił uwagę na gwałtowny wzrost handlu Rosji z Afryką – między 2015 a 2016 zwiększył się on czterokrotnie. Rada przypomina, że już w połowie lat 70. Moskwa starła się w Afryce z Zachodem. Wtedy przegrała wraz z rozpadem ZSRR, teraz wraca uwolniona od balastu ideologii marksistowskiej, za to silna swoimi najemnikami, stosunkowo tanim uzbrojeniem i gotowością wspierania przywódców potępianych na świecie (jak prezydent Sudanu).