Z tego artykułu dowiesz się:

  • Z jakimi dylematami mierzy się Waszyngton w konflikcie z Teheranem?
  • Jaką rolę w regionalnej strategii Iranu odgrywają jego zbrojni sojusznicy?
  • Jakie są propozycje negocjacyjne dotyczą kluczowej dla handlu cieśniny Ormuz.
  • Dlaczego Chiny stają się decydującym graczem w Zatoce Perskiej.

Konflikt amerykańsko-izraelsko-irański rozszerza się na kolejne państwa. Cały region jest obecnie w ogniu.

Proirańskie siły atakowane w Iraku, irańskie rakiety spadają na Jordanię, Saudyjczycy szykują się do otwartej wojny z jemeńskimi Huti zagrażającymi cieśninie Bab al-Mandab oraz uczestniczą wraz z amerykańskim lotnictwem w atakach na zbrojne ugrupowanie sojuszników Iranu w Iraku. Izrael, chociaż zajęty libańskim Hezbollahem oraz zamieszkami na okupowanym Zachodnim Brzegu, a także zbliżającymi się wyborami do Knesetu, jest zawsze gotów do uderzenia na Iran i czeka na kolejną okazję. 

Hezbollah, Huti i szyickie zbrojne ugrupowania w Iraku, to najważniejsi sojusznicy Iranu – w takiej kolejności. Pełnią funkcję wysuniętych przyczółków republiki islamskiej, zagrażając bezpośrednio jej największym wrogom: Izraelowi, USA, a także Arabii Saudyjskiej oraz innym państwom Zatoki Perskiej. Ich likwidacja lub nawet znaczne osłabienie zmniejsza nie tylko siłę militarną Iranu, ale i zwiększa skuteczność dyplomacji.

Czytaj więcej

Iran użył Hutich, by zastraszyć świat widmem nowego kryzysu naftowego

Irak był szlakiem tranzytowym zaopatrzenia wojskowego dla Hezbollahu, natomiast jemeńscy Huti zawdzięczają Iranowi swój arsenał rakietowy. Niewykluczone więc, że w wypadku otwartej wojny Arabii Saudyjskiej z Huti mogą liczyć na pomoc z Iranu. 

Rebelianci Huti w Jemenie

Rebelianci Huti w Jemenie

Foto: PAP

USA chcą ukarać Iran, ale nie wiedzą jak to zrobić

– Bliski Wschód jest na granicy katastrofy, ale stan taki nie musi prowadzić do wielkiej regionalnej wojny. To klasyczny pat, który może utrzymywać się jeszcze przez jakiś czas – mówi „Rz” Richard Dalton, były brytyjski ambasador w Iranie. Jego zdaniem nikomu w regionie nie zależy na rozpętaniu jeszcze większego konfliktu. Jeżeli takie plany ma Izrael, to nie może liczyć na wsparcie USA.

Czytaj więcej

Generał USA alarmuje Pentagon. „Nie mamy już czym bronić Izraela”

Trump otrzymuje sygnały wojskowych, że kurczy się zapas amunicji, a państwa arabskie mają wątpliwości, czy Stany Zjednoczone mogą być wiarygodnym partnerem w wypadku większej konfrontacji w regionie. W dodatku ropa w ograniczonej ilości płynie przez obie cieśniny, a saudyjska – ładowana na mniejsze tankowce – także przez Kanał Sueski. 

Równocześnie groźby Donalda Trumpa uległy dewaluacji i nie wywołują już większego wrażenia w Teheranie, gdzie panuje przekonanie, iż to Iran dysponuje obecnie lepszymi kartami. Tym bardziej, że reżim przetrwał dwie ostatnie fale bombardowań trwających w sumie trzy tygodnie. W zgodnej opinii ekspertów bombardowania nie doprowadzą do zmiękczenia pozycji Teheranu. Być może do takiego wniosku doszedł także gospodarz Białego Domu, ogłaszając w niedzielę, że wstrzymuje zapowiadane ciężkie naloty. Powołał się przy tym na opinie sojuszników z regionu Zatoki Perskiej: Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. 

Czytaj więcej

Trump odwołał atak na Iran. Jedna rozmowa miała zmienić wszystko

Tymczasem CNN weszła w posiadanie depeszy skierowanej przez oficera pionu wywiadowczego Dowództwa Centralnego USA (CENTCOM) do szerokiego grona analityków wojskowych. „Poszukujemy nowych, kreatywnych i niekonwencjonalnych sposobów wywierania presji na Iran oraz ukarania go” – napisał amerykański oficer. To dowód, w jakiej sytuacji znalazł się Waszyngton.

Dobre nastroje w Iranie. „Donald Trump zmuszony do upokarzającego odwrotu”

Zgoła inne nastroje panują w Teheranie. –  „Czerwona linia” Iranu utrzymana. Trump zmuszony do upokarzającego odwrotu –  w taki sposób skomentował rządowy „Tehran Times” decyzję amerykańskiego prezydenta. Dziennik napisał także, że katarscy negocjatorzy prowadzą cały czas rozmowy z szefem irańskiej dyplomacji, wysłannikiem  Trumpa, Steve’em Witkoffem oraz władzami Omanu w sprawie zasad żeglugi przez cieśninę Ormuz. Rozmowy z udziałem negocjatora z Pakistanu, „mają na celu zmniejszenie dystansu dzielącego Waszyngton i Teheran”. 

Czytaj więcej

Pocisk uderzył w statek w cieśninie Ormuz. Nie wiadomo, kto go wystrzelił

Brzmi to optymistycznie, lecz nie oznacza, że sprawa cieśniny bliska jest rozwiązaniu. Na razie nie ma porozumienia w tej sprawie pomiędzy Iranem i Omanem, o czym mowa jest we wspólnym amerykańsko-irańskim memorandum.

Iran proponuje utworzenie konsorcjum, które miałoby pobierać opłaty za korzystanie z cieśniny m.in. jako zadośćuczynienie za zanieczyszczenie środowiska przez 50 tys. statków przepływających tamtędy rocznie. Oman wskazuje model, który obowiązuje w przypadku Cieśniny Malakki. Korzystający z niej płacą dobrowolnie na fundusz finansujący usługi związane z ochroną środowiska i bezpieczeństwem żeglugi.

Sytuacja w cieśninie Ormuz

Sytuacja w cieśninie Ormuz

Foto: PAP

Chiny staną w konflikcie po stronie Iranu? Wiele na to wskazuje

Ormuz to zaledwie jeden z całej listy problemów do negocjacji zapisanych w amerykańsko-irańskim memorandum z połowy czerwca tego roku. Nikt nie wątpi, że Teheran będzie toczył dyplomatyczne boje, broniąc swych interesów regionalnych oraz prawa do programu nuklearnego – jeżeli trzeba także przy pomocy dronów i rakiet. W tej sytuacji – jak pisze Reuters powołując się na źródła w regionie – państwa Zatoki Perskiej zwracają się o pomoc do Pekinu. Cytowany przez agencję Henry Tugendhat, specjalista ds. Chin z Washington Institute sądzi, że Pekin nie jest skłonny opowiadać się po jednej ze stron. Chiny importowały przed wojną 13 proc. swego zapotrzebowania na ropę z Iranu, ale 30 proc. potrzebnego gazu z Arabii Saudyjskiej, Iraku, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Pekin ma wielkie wpływy w regionie, czego dowodem doprowadzenie do zbliżenia Iranu i Arabii Saudyjskiej trzy lata temu. W niedawnej ekspertyzie na ten temat Instytutu Bruegela, think tanku UE, pojawiła się teza, że Chiny mogą odejść od swej ostrożnej postawy i opowiedzieć się jednoznacznie po stronie Iranu.

Wiele wskazuje na to, że tak się właśnie stało. Wbrew zaprzeczeniom Pekinu z wielu źródeł napływają informacje, że Iran otrzyma lada moment 400 ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych wartości ok. 70 mln. dol. Informacja o przygotowywanej dostawie wywołuje konsternację w Waszyngtonie. 

Donald Trump utrzymuje, że otrzymał w czasie majowej wizyty w Pekinie zapewnienia prezydenta Xi Jinpinga, że Chiny nie zaangażują się w wojnę po stronie Iranu. Pod koniec września chiński przywódca ma przybyć na rozmowy z Trumpem do Białego Domu. Niewykluczone, że wtedy rozstrzygnie się los wojny w Zatoce Perskiej.