Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 468

Kapitan Andrej Pidlisnyj powiedział, że kiedy tama zawaliła się we wczesnych godzinach porannych we wtorek, „nikt po stronie rosyjskiej nie był w stanie uciec. Wszystkie oddziały które Rosjanie mieli po tej stronie, zostały zatopione.

- Około 3 nad ranem nieprzyjaciel wysadził w powietrze Elektrownię Wodną Kachowka, aby podnieść poziom wody i zalać dojścia i lewy brzeg Dniepru oraz znajdujące się tam osady. I uniemożliwić ukraińskim siłom zbrojnym postęp - mówił żołnierz.

Jego zdaniem rosyjskie jednostki nie zostały ostrzeżone, być może w celu utrzymania elementu zaskoczenia.

Pidlisnyj wyjaśnił, że ukształtowanie terenu wzdłuż rzeki oznaczało, że rosyjskie wojsko – znajdujące się na wschodnim brzegu – ucierpiało w wyniku pęknięcia tamy. Jego jednostka była w stanie obserwować rozwój wydarzeń za pomocą dronów i żołnierzy na miejscu zdarzenia.

 - Lewy, wschodni brzeg jest niższy niż prawy, więc jest bardziej zalany. Zalane zostały również pozycje nieprzyjaciela tuż nad brzegiem rzeki - mówił kapitan zauważając, że pozycje wroga to nie tylko okopy, ale także zwykłe domy cywilne, które zajęli na kwatery.

Rosja i Ukraina obwiniają się nawzajem o wysadzenie tamy.

CNN pisze, że powody jednoznacznie potwierdzające twierdzenia którejkolwiek ze stron jeszcze się nie pojawiły, podczas gdy analiza nagrań wideo z zapory i jej późniejszego przerwania, a w szczególności badanie zdjęć satelitarnych, sugeruje, że zawalenie się mogło być wynikiem awarii strukturalnej. Rosjanie zajęli obiekt w marcu ubiegłego roku.