Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 373

Żona jednego ze zmobilizowanych Rosjan przekazała, że jej partner przebywa w szpitalu i jest ranny. - Na razie wiadomo tylko o dwóch rannych, reszta albo nie żyje, albo została tam porzucona w fatalnym stanie. Dostanie tylko tydzień Potem znów zostaną rzuceni "na pierwszą linię"  - powiedziała.

Wcześniej zmobilizowani mężczyźni nagrali trzy apele do Putina. Twierdzili, że zamiast wcieleni do oddziałów tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, a "dowódcy wydawali zbrodnicze rozkazy i prowadzili ich na rzeź".

Zmobilizowani mężczyźni nie mieli żadnego przeszkolenia wojskowego, wielu z nich przekroczyło 40. rok życia i cierpiało na przewlekłe choroby. Wysyłano ich na szturm bez wsparcia wywiadowczego, łączności czy artylerii, grożąc ściganiem za dezercję.

Czytaj więcej

Rosja prezentuje wysokiej klasy broń, ale nie używa jej na Ukrainie

- Przykład: "Odpowiecie za dezercję, będziecie mieli kłopoty z dowództwem i żandarmerią wojskową, rozwiążemy was i wyślemy do ofensywy, z której już nie wrócicie" - mówili autorzy apelu.

Zmobilizowani przekazali, że z pola walki zabiera się tylko tych żołnierzy, którzy mają drobne rany. Ciężko ranni i zabici są pozostawiani z powodu obawy o utratę sprzętu.

Zmobilizowani zostali wysłani do szturmu na rejon umocnień w Awdijiwce 1 marca. Kilka dni wcześniej gubernator obwodu irkuckiego Igor Kobzew obiecał, że w najbliższym czasie zostaną przeniesieni na nowe miejsca służby.