Pojawiają się doniesienia, że zapasy żywności i wody osiągnęły niebezpiecznie niski poziom - powiedział Sasza Wołkow, szef delegacji organizacji w tym mieście.

W nagranej w środę wiadomości audio Wołkow mówi, że wielu rodzinom zabrakło żywności, by nakarmić dzieci.

W niektórych rejonach sytuacja jest tak tragiczna, że ludzie "zaczęli atakować się nawzajem w poszukiwaniu jedzenia" - dodał.

Czytaj więcej

Zełenski: Nacjonaliści w szpitalu w Mariupolu? Kłamią, kłamią tak jak zawsze

Przekazał, że w Mariupolu pojawił się wprawdzie "pewnego rodzaju czarny rynek z warzywami", ale "nie można znaleźć mięsa czy tym podobnych".

Na wyczerpaniu są również zapasy leków, a Wołkow mówi, że apteki w mieście "zostały splądrowane cztery, pięć dni temu", choć niektóre szpitale nadal funkcjonują.

- Wielu mieszkańców choruje z powodu wilgoci i zimna, które panują w mieście - mówi Wołkow. - Ludzie zgłaszają różne potrzeby medyczne. Szczególnie w przypadku cukrzyków i chorych na raka. Ale w mieście nie ma już możliwości ich znalezienia - dodał.