85-letni arcybiskup określił to co dzieje się w Birmie mianem "horroru" i "czystki etnicznej". Dodał, że zmusiło go to do zabrania głosu przeciwko kobiecie, którą podziwia i uważa za "drogą siostrę".

Tutu domaga się od Aung San Suu Kyi, by ta interweniowała i przerwała działania armii.

"Jestem już w podeszłym wieku, zniedołężniały, na emeryturze ale zdecydowałem się przerwać moje śluby milczenia w sprawach publicznych ze względu na dogłębny smutek" - napisał biskup w liście do birmańskiej noblistki, która przez wiele lat była więźniem wojskowej junty rządzącej Birmą.

"Przez lata miałem Twoją fotografię na biurku, która przypominała mi o niesprawiedliwości jakiej doznałaś i poświęcenia jakiego wymagała Twoja miłość i oddanie do ludu Myanmaru (Birmy). Symbolizowałaś prawość".

Następnie arcybiskup pisze, że to co dzieje się obecnie w Birmie to "czystka etniczna" i "powolne ludobójstwo". Dodaje, że w ostatnim czasie te działania przybierają tempa.

"Jeśli polityczną ceną za Twoje wyniesienie na najwyższe stanowisko w Birmie jest Twoje milczenie, ta cena jest z pewnością przesadzona" - napisał arcybiskup Tutu.

Sama Aung San Suu Kyi twierdzi, że wydarzenia w Birmie przedstawiane są w sposób, który nie oddaje rzeczywistości i który służy interesom terrorystów.

Uciekinierzy z Birmy twierdzą, że armia pali wioski, gwałci kobiety i morduje mieszkańców, aby zmusić muzułmanów - uważanych przez Birmę za nielegalnych imigrantów - do opuszczenia kraju.