Reklama

Szułdrzyński: Od Misiewicza do Chrzanowskiego

Afery wybuchające po ujawnieniu nagrań mają z punktu widzenia ich bohaterów jeden zasadniczy problem – nigdy do końca nie wiadomo, czy są jeszcze kolejne taśmy, czy zostaną ujawnione i czy jest na nich coś, co przyniesie nowe kłopoty. Zapewne dlatego PiS w sprawie afery KNF przyjął taktykę na przeczekanie.
Szułdrzyński: Od Misiewicza do Chrzanowskiego

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Reklama

Taka taktyka to jednak spore ryzyko dla partii rządzącej. Przede wszystkim nie pozwala jej wyjść z defensywy, w której znalazła się w kolejnych dniach afery. Najpierw zarządzanie kryzysowe zadziałało. Premier Mateusz Morawiecki wymusił natychmiastową dymisję Marka Chrzanowskiego z funkcji szefa Komisji Nadzoru Finansowego, a minister sprawiedliwości zapowiedział specjalne śledztwo. Problemem nie jest jednak tylko to, że wówczas sprawa ugrzęzła, ale także to, że w obozie władzy pojawił się wyraźny rozdźwięk. W piątek i niedzielę szef banku centralnego bronił swojego byłego studenta i protegowanego Marka Chrzanowskiego, co stanowiło dysonans względem wcześniejszej reakcji premiera. Widać zatem, że kierownictwo PiS jeszcze nie podjęło decyzji, jak poradzić sobie z aferą, którą wywołało upublicznienie nagrania rozmowy szefa KNF z właścicielem Getin Banku Leszkiem Czarneckim.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama