To Albańczycy robili lepsze wrażenie. Wiedzieli, że ich siłą jest dobra gra w obronie i czekali na kontry. Raz przy naszej pomocy im się udało i do przerwy prowadzili 1:0.

A my wciąż biliśmy głową w mur. Przez pierwsze 45 minut Polacy nie oddali celnego strzału na bramkę i nie przeprowadzili ani jednej groźnej akcji. Albańczycy poradzili sobie z naszymi atakami w pierwszych dziesięciu minutach, nabrali jeszcze większej pewności siebie i to oni decydowali o tym, co dzieje się na boisku.

To trochę ironia losu, a może początek pięknej historii, bo wpływ na zmianę gry Polaków miał Oskar Pietuszewski, chłopak, który debiutował w reprezentacji, wszedł na boisko po przerwie i przeprowadził kilka akcji, na jakie starszych kolegów nie było stać. A ma dopiero 17 lat.

Czytaj więcej

Polska – Albania 2:1. Piłkarze dali radość, kibice przynieśli wstyd. O mundial zagramy ze Szwecją

Szczęśliwie ci bardziej doświadczeni też się wreszcie wzięli w garść, dzięki czemu od 61. minuty można było zacząć myśleć, że jednak jeszcze nie wszystko stracone. To wtedy Robert Lewandowski, który do tej pory rzadko widział się z piłką, czym być może albańskich obrońców nieco uśpił, strzelił bramkę głową po rzucie rożnym.

Kiedy Piotr Zieliński zdobył drugą, wszyscy na boisku i trybunach mogli wreszcie odetchnąć. Zieliński zrobił to, co w takiej sytuacji powinien. Kiedy obrońcy zostawili mu miejsce przed polem karnym, mógł swobodnie złożyć się do strzału. W dawnych czasach takie strzały były normą, dziś mało kto się na nie decyduje.

Gole padły więc po rogu i dzięki technice strzału jednego zawodnika. To też sposób, skoro inne zawodzą, więc nie ma się co czepiać.

Polscy kibice wygwizdali hymn Albanii

Ale to fakt, że w najważniejszym z dotychczasowych meczów trenera Jana Urbana, mimo mobilizacji, nie wszystko układało się tak, jak powinno. Zdecydowanie za mało przygotowanych akcji, za dużo niecelnych, niebezpiecznych podań i katastrofalna gra w obronie. Jan Bednarek i Jakub Kiwior – filary linii obronnej FC Porto nie spełnili tej samej roli w reprezentacji Polski. To szczęście, że Albańczycy nie wykorzystali dwóch stuprocentowych okazji, jakie polscy obrońcy pozwolili im wypracować.

Coś dziwnego stało się na Stadionie Narodowym. Do tej pory na meczach reprezentacji panowała tam zazwyczaj świetna atmosfera, a hymnowi gości towarzyszyły zwykle brawa. Tym razem polscy kibice wygwizdali hymn Albanii, więc coraz powszechniejsze w życiu publicznym i politycznym chamstwo przeniosło się już na trybuny Stadionu Narodowego.

31 marca, w meczu decydującym o miejscu w finałach mundialu Polska zagra w Solnej ze Szwecją. Rzadko tam wygrywaliśmy. Ale, paradoksalnie, to może być łatwiejszy mecz niż z Albanią.