Dla PiS taką wiadomością jest fakt, iż Polacy raczej nie podzielają niechęci, jaką żywi do Donalda Tuska Prawo i Sprawiedliwość. Uważają bowiem, że były premier powinien pozostać przewodniczącym Rady Europejskiej na kolejną dwuipółletnią kadencję.

Co zresztą świadczy o dużej dozie zdrowego rozsądku naszych rodaków. Rola Tuska w wydarzeniach kluczowych dla kształtu Europy po Brexicie może się okazać ważna dla naszego kraju.

PiS ma prawo nie lubić Donalda Tuska i uważać go za politycznego wroga. W partii Kaczyńskiego pamiętają, że były lider PO nie patyczkował się z ich ugrupowaniem, gdy było ono w opozycji. Obciążają go także odpowiedzialnością – przynajmniej polityczną i moralną – za katastrofę smoleńską.

Niemniej wydaje się, że w interesie Polski jest to, by na jednym z kluczowych stanowisk UE był Polak. Ktoś, kto reprezentuje polski punkt widzenia, właściwą dla naszej części Europy wrażliwość. Ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że stworzenie Europy dwóch prędkości, zacieśnienie integracji wyłącznie w strefie euro, ograniczanie jądra Unii do państw założycieli, może być poważnym niebezpieczeństwem dla naszego kraju. Polska potrzebuje Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, tym bardziej że PiS nie ma obecnie ani politycznych możliwości, ani odpowiedniego kandydata, aby obsadzić porównywalne stanowisko.

Ale nasz sondaż to również zła informacja dla samego Tuska i partii, z której się wywodzi. Choć Polacy chcą, by ekspremier kontynuował swoją misję w Brukseli, wśród ankietowanych przeważają przeciwnicy jego startu w wyborach prezydenckich 2020 roku. A z taką propozycją wystąpił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" w zeszłym tygodniu szef PO Grzegorz Schetyna.

Być może Polacy ciągle pamiętają fatalną końcówkę rządów Tuska, gdy premier nie rozliczył się z afery taśmowej i wyjechał do Brukseli – czego efektem po roku była klęska wyborcza Bronisława Komorowskiego i Platformy Obywatelskiej.

Najwyraźniej wciąż jeszcze nieszczególnie tęsknią za Donaldem Tuskiem. >A3