Mam świadomość, że głośne upomnienie się dziś przez rząd Prawa i Sprawiedliwości o realizację postulatu tzw. unii energetycznej jest trudne, bo to pomysł Donalda Tuska (wcześniej mówił o niej J. Buzek). A w chorobliwie spolaryzowanej polskiej polityce, dla PiS wszystko, co „pachnie Tuskiem", jest z góry skazane na pryncypialne potępienie. Jednak dłużej klasztora niż przeora; energetyczna przyszłość Polski jest kwestią strategiczną, ważniejszą od najbardziej nawet emocjonującego sporu w polityce. Bo to my, obywatele tego kraju, a zarazem konsumenci energii, będziemy coraz więcej płacili za prąd, gaz czy paliwa do samochodów. To nas w coraz mniejszym stopniu stać będzie na ich zakup, a sfery wykluczeń będą się powiększały. W ich efekcie to państwo polskie, nikt inny, w przewidywalnej przyszłości będzie musiało zorganizować system dopłat. Niezależnie, kto będzie rządził, Tusk czy Kaczyński, to podatnik, czyli każdy z nas, za to zapłaci.