Rzeczywiście prezydent w pewnym momencie uznał, że nie przystoi mu rola politycznego harcownika. Gdy 2,5 roku temu w Otwocku zapewniał, że w oczach opozycji widzi błaganie: „Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie", a o swym obozie mówił jako o „ludziach pierwszej kategorii", zorientował się, że to nie są słowa, które powinny paść ze strony głowy państwa.
Prezydent jednak mocno przeżył to, jak „prawy sektor" skrytykował go po wetach do ustaw sądowych oraz wecie do ustawy degradującej komunistycznych generałów. A gdy doprowadził do dymisji Antoniego Macierewicza, wyznawcy byłego szefa MON miotali na prezydenta gromy. Psychika Andrzeja Dudy nie była na to przygotowana. W dodatku doszło do rekonstrukcji rządu.