Na misji w Afganistanie za każdy patrol żołnierz dostaje dodatek. Za pierwsze trzy wyjazdy w miesiącu inkasuje po 250 złotych, za każdy kolejny – 50 złotych. Sztabowcy wpisywali sobie w dokumentach informację, że wielokrotnie wyjeżdżali na patrole, choć w rzeczywistości nie ruszali się z bazy. Robiło tak czterech oficerów i dwóch podoficerów w stopniach chorążych.

Wszyscy oni wiosną tego roku służyli w zgrupowaniu bojowym B w bazie Warrior w prowincji Ghazni. W większości byli sztabowcami, pracowali w sekcjach m.in. administracyjnej, personalnej i planowania.

Sprawa bulwersuje żołnierzy, którzy właśnie wrócili z misji w Afganistanie. Szczególnie tych, którzy służyli w kompaniach szturmowych.

– Sztabowcy są bardzo potrzebni na misjach. Organizują pracę, planują, ale to my wyjeżdżamy poza bazy. Autentycznie narażamy życie – komentuje żołnierz, który latem tego roku został ranny właśnie podczas patrolu. – Dlatego, gdy wpisują sobie patrole, na których nie byli, jest to po prostu wobec nas nieuczciwe.

W jaki sposób sztabowcy wpadli? Żołnierze, którzy wrócili właśnie z afgańskiej misji, opowiadają „Rz”, że fikcyjne patrole sześciu żołnierzy dopisywało nie tylko sobie, lecz również innym pracownikom sztabu w bazie. Ci nie byli świadomi, że tak się dzieje.

Jednak pewien młody oficer się zorientował, że choć na patrolu w określonym przedziale czasowym był osiem razy, to w dokumentach odnotowano mu 15 wyjazdów. Oficer miał wówczas zwrócić uwagę swoim kolegom ze sztabu, iż popełniono błąd w dokumentach. Ale kiedy sytuacja się powtórzyła, zawiadomił Żandarmerię Wojskową.

– Potwierdzam, że prokurator w Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie prowadził dochodzenie w sprawie wyłudzenia przez sześciu żołnierzy świadczeń – mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej. – Żołnierze oświadczali nieprawdę w rozkazach. Miało to na celu zwiększenie tzw. należności zagranicznych i stawki dodatku wojennego. Usłyszeli już zarzuty.

Sztabowcy fałszowali dokumenty od maja do sierpnia tego roku. Płk Rzepa informuje, że zarzuty dostali jeszcze na misji we wrześniu i październiku.

– Akta sprawy są w Afganistanie, lecz lada moment mają trafić do Polski, wówczas zdecydujemy, która prokuratura zajmie się sprawą – dodaje płk Rzepa.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Jak mówi, wszyscy żołnierze przyznali się do winy i oddali nieuczciwie zdobyte pieniądze – od kilkuset złotych do 5 tysięcy złotych.

– Jeśli mowa jest o takich kwotach, to w papierach musieli sobie wpisać fikcyjne patrole za dwa, trzy miesiące – ocenia oficer, który był na misji w Afganistanie.

Za fałszowanie dokumentów i wyłudzanie pieniędzy grozi im do trzech lat więzienia.

Oskarżeni wojskowi w Polsce służyli w 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym w Bielsku-Białej. Do Afganistanu wyjechali w kwietniu tego roku w ramach V zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Od kilku tygodni są już w Polsce po zakończeniu półrocznej służby na misji.

– To, że takie rzeczy się dzieją na misji, jest tajemnicą poliszynela – mówi nam żołnierz z kompani szturmowej służący w Afganistanie. – Zwykle robią to sztabowcy. My nie musimy niczego fałszować. Ja co miesiąc dostawałem dodatek oprócz miesiąca, gdy zostałem ranny.

W listopadzie ruszy też proces pułkownika, któremu prokuratura postawiła zarzuty za zawyżanie liczby patroli na misji w Bośni i Hercegowinie.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki

[mail=e.zemla@rp.pl]e.zemla@rp.pl[/mail]