Przetaczająca się przez Polskę czwarta fala pandemii prawdopodobnie płynnie przejdzie w piątą, co w kolejnych krajach oznacza wprowadzane na nowo restrykcje. Nad Wisłą, póki co, oficjalnych planów tego typu nie ma, a w rządzie wciąż spierać się mają zwolennik lockdownów minister zdrowia Adam Niedzielski z przeciwnikiem takich działań premierem Mateuszem Morawieckim.

Czytaj więcej

Niedziele handlowe 2022. W te niedziele można zrobić zakupy w 2022 roku

Według naszych nieoficjalnych informacji w tym tygodniu raczej nie powinno dojść do takich ogłoszeń, ale w przyszłym, po potencjalnym powrocie dzieci do nauczania stacjonarnego, wszystko jest możliwe.

Rośnie ryzyko

Handlowcy zrzeszeni w Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług wyjaśniają, że zamknięcie centrów handlowych nie jest konieczne, bo w styczniu odwiedzalność takich obiektów jest i tak niższa o około 40 proc. w porównaniu z grudniem. – Do tej pory byliśmy zamknięci łącznie przez blisko pół roku i co oczywiste, wciąż odrabiamy straty. Ponowne zamknięcie to kolejne straty dla polskich przedsiębiorców – wyjaśnia zarząd organizacji.

Także centra handlowe nie widzą najmniejszej potrzeby wprowadzania ograniczeń w ich pracy. – Dotychczasowe zamknięcia placówek handlowych w galeriach nie przekładały się bezpośrednio na obniżenie liczby zachorowań w kraju, ponieważ centra nie były i nie są źródłem zakażeń wirusem. Przed rokiem także przedstawiciele rządu potwierdzali, że obiekty handlowe nie sprzyjają transmisji wirusa – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych. – Decyzje rządu o częściowym zamykaniu i otwieraniu obiektów wywołują nagłe, niepotrzebne przyrosty odwiedzalności. Stabilne, nieograniczone działanie, przy jednoczesnym respektowaniu zasad bezpieczeństwa, umożliwia realizację potrzeb zakupowych w bezpiecznych warunkach – dodaje.

Potencjalna decyzja o zamknięciu galerii uderza nie tylko w marki odzieżowe czy obuwnicze, które stanowią największą część najemców. Cierpią także sklepy spożywcze czy drogerie w takich lokalizacjach, ponieważ z racji drastycznie mniejszego ruchu ich działalność także generuje straty, choć pracować mogą.

Online może zyskać

Rozwiązaniem wydaje się sprzedaż internetowa, ale nawet wielkie marki z rozwiniętymi platformami handlu online pokazały, że nie są w stanie zrównoważyć strat w obrotach wynikających z zamykania stacjonarnych sklepów. Dzieje się tak, choć sprzedawcy skoncentrowani na sprzedaży internetowej w takiej sytuacji od razu widzą napływ klientów.

– Zamknięte sklepy stacjonarne to dla sklepów internetowych bardzo dobry okres sprzedażowy. Historycznie patrząc, okresy lockdownów wspierały wysoką dynamikę sprzedaży, ponieważ zamknięte sklepy stacjonarne skłaniały do spróbowania zakupów online, a wielu klientów przekonało się na stałe do tej wygodnej i szybkiej formy zakupów – mówi Jacek Dziaduś, dyrektor finansowy Answear.com. – Oczywiście kluczowe w tym wszystkim jest odpowiednie zatowarowanie sklepu. Pomni doświadczeń z „pierwszego lockdownu" z dużym wyprzedzeniem obserwujemy trendy i sytuację epidemiologiczną w regionie i dostosowujemy nasz asortyment tak, żeby być przygotowanym na wzrost popytu – dodaje.

– W okresie lockdownów, ze względu na wzmożony ruch w e-commerce, wysyłaliśmy rekordową liczbę komunikatów, co w efekcie przekładało się na wzrost obrotów. W ciężkim okresie dla niektórych biznesów obniżaliśmy stawki za wysłanie komunikatów – mówi Krzysztof Szyszka, prezes Vercom, tworzącego chmurowe platformy komunikacyjne.