Galopująca inflacja mocno zmienia zainteresowania klientów

Galopująca inflacja skieruje popyt jeszcze mocniej w stronę marek własnych sieci. Oznacza to większą presję na producentów, ale i zapewne więcej sprowadzanych produktów z zagranicy.

Publikacja: 06.10.2021 21:00

Galopująca inflacja mocno zmienia zainteresowania klientów

Foto: Bloomberg

Inflacja zbliżająca się do 6 proc. to jedno, z drugiej strony są już dwucyfrowe podwyżki cen w wielu podstawowych kategoriach – jak chleb, niektóre warzywa czy nabiał oraz mięso. W efekcie sieci handlowe stają wobec wyzwania, jak odróżnić się z ofertą na tle konkurencji i zachęcić klientów do wizyt jeszcze atrakcyjniejszymi cenami.

Jednym z głównych sposobów osiągnięcia tego celu są towary pod markami własnymi, które z racji prostszych opakowań i braku marketingu są wciąż sporo tańsze od odpowiedników pod znanymi markami. Obecnie, według światowego stowarzyszenia producentów PLMA, w Polsce w ujęciu ilościowym odpowiadają już one za ponad 30 proc. rynku produktów spożywczych i chemicznych, a wartościowo to niemal 20 proc. Najsilniejsza jest ich pozycja w przypadku produktów higienicznych, jak papier toaletowy, ale również makaronów czy innych produktów sypkich. Polska jest także fenomenem, ponieważ w przypadku rynku pieluch liderem jest także marka własna, co nie zdarza się na innych rynkach.

Pole do rozwoju

– Udziały takich produktów wciąż są mniejsze niż w krajach zachodnich, zatem przestrzeń do wzrostu zdecydowanie jest – mówi Agnieszka Górnicka, prezes Inquiry Research. – To ważny oręż sieci handlowych w walce na ceny. Klienci przyzwyczaili się już do ich wysokiej jakości, a dla tych, którym zależy wyłącznie na cenie, rozwiązaniem są pojawiające się w Polsce sklepy typu hard-dyskont – dodaje.

Czytaj więcej

Witold M. Orłowski: DNA inflacji (podwójna spirala)

Taki trend oznacza wielkie wyzwanie dla producentów żywności. – Konsumenci latami stopniowo przesuwali wydatki w stronę produktów o wyższej jakości. Teraz ponownie głównym kryterium będzie wyłącznie cena, co nie jest dobre ani dla rolników, ani dla przetwórstwa. Może też oznaczać dalszy wzrost sprzedaży marek własnych oraz przyspieszone kurczenie się handlu tradycyjnego – mówi Andrzej Gantner, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności. – Poszukiwanie przez sieci jak najtańszych producentów może prowadzić do wzrostu importu żywności, ponieważ przez drastyczny wzrost kosztów w naszym kraju niekoniecznie znajdą takich partnerów w Polsce. Wpłynie to negatywnie na krajowych producentów, szczególnie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw – dodaje.

Eksplozja kosztów

To dość prawdopodobny scenariusz. Największe sieci zamawiają marki własne w ramach centralnych zakupów, więc mogą one być dokonywane w innych państwach, gdzie wzrost kosztów może nie być tak znaczący. – Również inne czynniki mają przełożenie na wzrost cen detalicznych, tj. wzrost wynagrodzeń w handlu o 10 proc. r./r. (o 17 proc. w ciągu dwóch lat) oraz kumulacja obciążeń fiskalnych, m.in. podatek od sprzedaży detalicznej, podatek cukrowy, podatek galeriowy czy wzrost kosztów gospodarowania odpadami – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Czytaj więcej

Rosną ceny wszystkiego. „Rząd z wysokiej inflacji uczynił maszynkę do zarabiania pieniędzy”

– Wzrost importu wydaje się możliwy zwłaszcza w przypadku produktów chemicznych, dla których transport nie ma takiego znaczenia – mówi Agnieszka Górnicka.

Sieci przyznają, że w obecnej sytuacji możliwe to będzie także dla żywności. – W innych krajach niektóre koszty nie rosną tak szybko. Może się okazać, że zrównoważy to koszt transportu, a przy takiej inflacji każdy grosz w cenie jednostkowej ma znaczenie – mówi przedstawiciel jednej z sieci.

Polacy już zmieniają zwyczaje zakupowe. – Trzy na cztery badane osoby rezygnują z zakupu produktów, które dawniej kupowały częściej. Najczęściej pojawiającym się rozwiązaniem problemu rosnących cen było dokładniejsze niż dawniej planowanie zakupów – wskazało je 57,3 proc. ankietowanych – mówi Tomasz Machniak, współzałożyciel aplikacji Moja Gazetka.

Produkty, w przypadku których zakupy są ograniczane najmocniej, to napoje gazowane, ale też mięso, owoce, warzywa sezonowe i wiele innych. Jak już pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", według wyliczeń prof. Konrada Raczkowskiego wzrost cen wielu produktów czy usług już w pierwszym półroczu był dwucyfrowy. Zatem inflacja postrzegana dla wielu konsumentów kształtowała się w przedziale 10–27 proc. i była realna w ich koszykach zakupowych w danym czasie. Trudno oczekiwać szybkich zmian.

Czytaj więcej

Ceny rosną bardziej, niż wynika to z danych urzędów

Inflacja zbliżająca się do 6 proc. to jedno, z drugiej strony są już dwucyfrowe podwyżki cen w wielu podstawowych kategoriach – jak chleb, niektóre warzywa czy nabiał oraz mięso. W efekcie sieci handlowe stają wobec wyzwania, jak odróżnić się z ofertą na tle konkurencji i zachęcić klientów do wizyt jeszcze atrakcyjniejszymi cenami.

Jednym z głównych sposobów osiągnięcia tego celu są towary pod markami własnymi, które z racji prostszych opakowań i braku marketingu są wciąż sporo tańsze od odpowiedników pod znanymi markami. Obecnie, według światowego stowarzyszenia producentów PLMA, w Polsce w ujęciu ilościowym odpowiadają już one za ponad 30 proc. rynku produktów spożywczych i chemicznych, a wartościowo to niemal 20 proc. Najsilniejsza jest ich pozycja w przypadku produktów higienicznych, jak papier toaletowy, ale również makaronów czy innych produktów sypkich. Polska jest także fenomenem, ponieważ w przypadku rynku pieluch liderem jest także marka własna, co nie zdarza się na innych rynkach.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Handel
Kreml uderza w import z „nieprzyjaznych krajów”. Najwyższe cła dostały towary z Polski
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Handel
Na bazarach ubywa sprzedawców. Powód jest prosty
Handel
Po zmianie przepisów kradzieży w sklepach jest mniej. Mogły zdecydować inne powody
Handel
Kultowa marka streetwearowa zyskała zaskakującego nowego właściciela
Handel
Carrefour zwolnił w Polsce ponad 900 pracowników. Zamyka też kolejne sklepy