Rosja płaci krocie za informacje o poglądach Polaków. Co szykuje?

Firmy otrzymują dziwne oferty na zbadanie opinii o Rosjanach i Ukraińcach. Pytania są bardzo tendencyjne.

Aktualizacja: 03.06.2024 06:13 Publikacja: 03.06.2024 04:30

Rosja może szykować akcje dezinformacyjne, które miałyby zachwiać stabilnością Polski. Na zdjęciu: a

Rosja może szykować akcje dezinformacyjne, które miałyby zachwiać stabilnością Polski. Na zdjęciu: antyukraińskie hasła podczas jednego z protestów rolników

Foto: kanaldrogowy/x

Rosja prowadzi wojnę na wszelkich możliwych poziomach, a wiele wskazuje na to, że analiza opinii publicznej, by móc nasilać napięcia w dyskusyjnych kwestiach, to jeden z nich. Niedawno minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podczas konferencji przed kongresem INSECON w Poznaniu mówił również, że Polska jest jednym z trzech najczęściej cybernetycznie atakowanych na świecie państw, a tylko w 2023 r. miało miejsce ponad 5 tys. cyberataków na sieci polskiego wojska. – To ataki, które są bezpośrednio związane z działalnością Federacji Rosyjskiej, ale też Białorusi – mówił.

Oferty na dziwne badanie

Na tym aktywność obcych służb się nie kończy, co przekazali „Rzeczpospolitej” przedstawiciele firm badawczych. Od kilku miesięcy po rynku zaczęły krążyć dziwne maile z ofertami na przeprowadzenie badań na temat opinii Polaków, ale od początku były mocno nietypowe. – Głównie dlatego, że z reguły, jak ktoś robi zapytanie, to jest łatwo go zidentyfikować, np. po nazwie firmy, adresie mailowym itd. Tutaj przychodziły maile wyłącznie z adresów Gmail, a nie firmowych – przyznaje przedstawiciel jednej z firm.

Badacze zauważają, że w stopkach maili były podawane adresy firm, które po sprawdzeniu albo w ogóle nie istniały, albo kierowały do firm/instytucji (czasem fundacji czy think tanków), które nic o takich ofertach nie wiedziały. Z reguły były podawane dwa kraje zleceniodawców – Holandia i Francja. Ponadto numery telefonów, które były podawane w ww. stopkach, były fałszywe. Na żaden z numerów nie dało się dodzwonić. Tak więc z reguły kontakt był tylko drogą mailową. – Ważną kwestią jest też to, że te podmioty czy osoby były w stanie płacić z góry i dużo więcej za wykonanie takiego badania, niż to normalnie jest przyjęte na rynku. Stawki były zawyżone o nawet 200–300 proc. ponad poziom rynkowy – mówi nasz informator.

– Niestety, nie mam wątpliwości, że znajdzie się chętny na przeprowadzenie takich badań. Zadawanie nawet wątpliwych metodologicznie pytań nie jest przestępstwem, a wysokie stawki działają na wyobraźnię. Zleceniodawcy mogą też przeprowadzić takie badanie, korzystając z międzynarodowych paneli, choć jeśli im zależy na wykorzystaniu ich z powołaniem się na wiarygodne źródło, wówczas mogą próbować kontaktować się ze znanymi pracowniami badawczymi – mówi Marcin Duma, prezes fundacji Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS. Podkreśla, że w ostatnim czasie takie zapytania nie wpłynęły do tej organizacji. Jednocześnie zauważa, że obecnie są wielkie możliwości badania opinii w zasadzie w każdym kraju. Wykorzystywane są do tego systemy sprzedające dostęp do respondentów o niemal dowolnym profilu. – Dopiero uczestnicy badań mogą zwrócić uwagę na to, że zadawane są im pytania np. mocno sugerujące odpowiedź, ale co najwyżej mogą sobie o tym napisać w mediach społecznościowych. Są także firmy, które nie martwią się aż tak reputacją czy nawet postępowaniami dyscyplinarnymi w ramach branżowych stowarzyszeń. Tego typu sytuacje miały już miejsce nie raz i nikt o tym teraz nie pamięta, a bohaterowie takich skandali nadal działają – dodaje.

Atak przed wyborami?

Inni badacze przyznają, że te dziwne zlecenia mocno się nasiliły przed samymi październikowymi wyborami do polskiego parlamentu. Wówczas przychodziły konkretne zapytania z gotowymi formularzami, tj. pytaniami, opisem grup docelowych itd.

– Dla mnie były to pytania dość dziwne, ponieważ na rynku tego typu kwestii w badaniach się nie porusza – mówi inny ekspert. Chodziło np. o to, jaki stosunek Polacy mają do Ukraińców, co ich denerwuje lub co im przeszkadza w tej kwestii, czy uważa się, że Polska powinna się pozbyć Ukraińców z kraju. Były też pytania o stosunek Polaków do Rosjan, np. czy Putin dobrze zrobił, że zaatakował Ukrainę, czy przez ten atak zmienił się nasz (Polaków) stosunek do zwykłych Rosjan itd. Ważnym elementem w tych zapytaniach był aspekt rozkładu poparcia względem partii politycznych. Wręcz przy każdym pytaniu było to mocno zaznaczone.

Sytuacja się powtarza. Od jakichś dwóch miesięcy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego pojawiają się kolejne oferty, a schemat był podejrzanie podobny. Natomiast oprócz wymienionych wcześniej dochodziły pytania w stylu: czy UE nie powinna odpuścić Rosji we wprowadzaniu nowych sankcji, czy nie powinna ograniczyć dostawy broni do Ukrainy, bo to jest ze szkodą dla obywali UE. Były też pytania, czy gdyby wojna się zakończyła, to czy zmieniłbyś swoje zdanie/stosunek nt. Rosjan, co byś zrobił, gdyby wojna w Ukrainie bardziej się zaostrzyła, co byś zrobił, gdyby przeniosła się na teren Polski – czy winiłbyś za to UE. Mocno kontrowersyjne były pytania o to, czy jako Polacy nie uważamy, że Ukraińcy coraz częściej manipulują opinią publiczną w Europie i na świecie, strasząc, że Rosja pójdzie na zwarcie zbrojne z UE i NATO i czy w związku z tym Rosja powinna podjąć bardziej zdecydowane kroki militarne, a sama UE powinna się odwrócić od Ukrainy, czy Rosja nie powinna czasem podjąć bardziej radykalnych kroków, żeby wojna w końcu się zakończyła itd.

– Nasza spółka nie podjęła żadnego z tych zleceń. Z rynku mieliśmy też informacje (z dwóch lub trzech miejsc), że szczególnie do mniejszych agencji badawczych wpływają podobne zapytania, ale ogólnie głośno się o tym w branży nie mówi – opowiada kolejny informator.

Wysokie stawki za informacje

Czy badania zostały zrealizowane? Tego nie wiadomo i możemy się o tym nie dowiedzieć. Na rynku działa bowiem wiele małych firm, dla których stawki mogą być kuszące. – Dodatkowo podejście do zasad i etyki też można czasami złagodzić, gdy trzeba zapłacić pracownikom oraz rachunki – przyznaje szef jednej z firm, podkreślając, że on się na przyjęcie takich zleceń nie zdecydował.

– Oczywiście zawsze można zlecić badania tzw. „Instytutowi Wszystkiego Najlepszego”, czyli firmie niespecjalnie uważającej na standardy i zdanie na jej temat, ale w naszej branży dobra opinia to podstawa. Nie sądzę, by ktoś zdecydował się na przeprowadzenie tego typu projektu – mówi Agnieszka Górnicka, prezes Inquiry. – W ostatnim czasie widać wiele badań, które są zlecane pod z góry ustaloną tezę, my w tego typu projekty się nie angażujemy – dodaje.

Przedstawiciele firm badawczych przyznają, że patrząc na styl tych zapytań, a także na ich schemat oraz format, stały/stoją za tym obce służby (rosyjskie bądź białoruskie). Pytania w badaniu jednoznacznie wskazują na to, że ktoś taką wiedzę może później wykorzystywać tylko i wyłącznie do destabilizowania sytuacji w Polsce, ale też w całej UE lub w jej wybranych krajach. – Kilka razy wprost zapytaliśmy też o to, kto jest faktycznym zleceniodawcą badań i do czego jest im taka wiedza potrzebna, i zawsze tak postawione pytanie pozostawało bez odpowiedzi lub lakonicznie odpisywali, że mają takie zlecenie z rynku i są tylko pośrednikami – twierdzi nasze źródło.

Firmy uważają, że zbieranie z rynku tego typu informacji przez obce służby lub inne tego typu podmioty/instytucje może być bardzo niebezpieczne i może nieść daleko posunięte konsekwencje, ponieważ znając szczegółowe preferencje i nastawienie większości Polaków do sprawy wojny w Ukrainie, może to służyć do silnej polaryzacji naszego społeczeństwa. Szczególnie jeżeli tego typu działania będą podejmowane za pomocą social mediów, gdzie ludzie są bardzo podatni na propagandę i manipulację. Do tego często już nieświadomie dalej ją sami kolportują, napędzając całą propagandową maszynę.

Polska zagrożona dezinformacją w sieci

– Nie zgadzamy się na przeprowadzenie badań, jeśli mamy wątpliwości co podmiotu je zlecającego. Odmawiamy także, gdy mamy podejrzenia do skonstruowanych pytań, co sugeruje, że wyniki z badania mogą później zostać zmanipulowane. Tym razem do nas takie oferty nie trafiły, ale nie dziwi to, iż wiele podobnych krąży po rynku – mówi Adam Czernecki, wiceprezes ARC Rynek i Opinia. – Mimo oporów firm badawczych takie badania i tak mogą zostać zrealizowane, ponieważ są międzynarodowe platformy badawcze, w których bazach rejestrują się także Polacy. W efekcie podmiot z Francji czy jakiegokolwiek innego kraju może badać nasze nastawienie, choć są wątpliwości co do wyników tego typu badań – dodaje.

Zagrożenie jest poważne, a cyberbezpieczeństwo jest trendem, którego nie może lekceważyć dzisiaj absolutnie nikt. Poważne zagrożenie w przestrzeni cyfrowej czyha nie tylko na nieostrożnych obywateli czy przedsiębiorstwa, ale także państwa. Jak dowodzą eksperci z HackerU Polska, dostawcy kompleksowych szkoleń z zakresu cybresecurity, w erze cyfrowej, gdzie informacje są kluczowym zasobem, ochrona danych i systemów przed cyberatakami oraz zapewnienie integralności i dostępności informacji stały się priorytetami dla sił zbrojnych i instytucji państwowych.

Jak zauważają w tym kontekście eksperci HackerU Polska, rosnąca liczba takich ataków i coraz bardziej wyszukanych zagrożeń z cyberprzestrzeni stanowi jedno z głównych wyzwań dla bezpieczeństwa informacyjnego w kontekście obrony narodowej. Ataki te mogą prowadzić do wycieku poufnych danych, zakłócenia operacji wojskowych oraz naruszenia integralności systemów krytycznych. I nie tylko mowa tutaj o typowych systemach wojskowych, ale o cywilnej infrastrukturze (firmach), która świadczy usługi czy dostarcza produkty i komponenty do infrastruktury wojskowej. – Ponadto, prowadzenie wrogich operacji dezinformacyjnych może podważać zaufanie społeczeństwa i destabilizować sytuację wewnętrzną w kraju – mówi Maciej Cieśla, szef cybersecurity z HackerU Polska. – Cyberataki na systemy infrastruktury krytycznej, takie jak systemy energetyczne, telekomunikacyjne i transportowe, które są kluczowe dla funkcjonowania państwa i sił zbrojnych, mogą skutkować poważnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa narodowego – dodaje.

Wykorzystanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych przez grupy terrorystyczne do przeprowadzania ataków może mieć katastrofalne konsekwencje dla infrastruktury krytycznej, systemów obronnych oraz życia obywateli. Wymienione już kraje, czyli Rosja, Iran, Chiny oraz Korea Północna, są najczęściej wskazywane jako źródło zagrożenia. Jest to również Białoruś.

Rosja prowadzi wojnę na wszelkich możliwych poziomach, a wiele wskazuje na to, że analiza opinii publicznej, by móc nasilać napięcia w dyskusyjnych kwestiach, to jeden z nich. Niedawno minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podczas konferencji przed kongresem INSECON w Poznaniu mówił również, że Polska jest jednym z trzech najczęściej cybernetycznie atakowanych na świecie państw, a tylko w 2023 r. miało miejsce ponad 5 tys. cyberataków na sieci polskiego wojska. – To ataki, które są bezpośrednio związane z działalnością Federacji Rosyjskiej, ale też Białorusi – mówił.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
G7 uderza w rosyjskie surowce: na celowniku ropa i flota cieni
Gospodarka
Niemcy blokują 14 pakiet sankcji wobec Rosji. Berlin stał się „nowym Budapesztem”
Gospodarka
Rosja zawiesza handel dolarami i euro. Sankcje biją mocniej w rosyjską gospodarkę
Gospodarka
James C.F. Huang: Polski biznes musi mocniej promować się na Tajwanie
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Gospodarka
Przedterminowe wybory we Francji. Szok w kołach gospodarczych i na rynkach w Europie
Gospodarka
Wiarygodność ekonomiczna Polski wciąż jest niska